piątek, 4 lipca 2014

Córki łamią zasady - czyli jak podpaść ojcu


Autor: Joanna Philbin 
Tytuł: Córki łamią zasady 
Wydawnictwo: Bukowy Las 
Ocena: najlepsze - warto - przeciętne - nie warto


Krótko o książce: Carina, córka wpływowego milionera, pragnąc zemścić się na ojcu, który nie poświęca jej wiele uwagi, oczernia go w Internecie, nazywając złodziejem. W zamian Jurg odcina Carinę od pieniędzy. Dziewczyna, zmuszona zdobyć trochę gotówki na wyjazd z wymarzonym chłopakiem, podejmuje się organizacji Balu Zimowego. Główna organizatorka zabawy oczekuje, że Carina użyje wpływów swojego ojca, aby urządzić niezapomnianą imprezę, ale dziewczyna musi radzić sobie sama. Czy uda jej się dopiąć swego, mając w kieszeni 20 dolarów?


Fenko dostała Córki przy okazji wyprzedaży - od własnej matki (ja nie wiem, czy to jakaś aluzja? Fenko to grzeczne stworzenie, zasad nie łamie). Długo nie miała okazji poczytać. Do dziś.


Córki łamią zasady to druga część, zdaje się, trylogii, ale zupełnie tego nie czuć. Można czytać niezależnie od reszty. Fenko domyśla się, że dwie pozostałe części są pisane z perspektywy przyjaciółek Cariny (głównej bohaterki).

Książki o bogatych dzieciakach są tak mało oryginalne. Fenko nigdy nie rozumiała idei wyliczania cudownych projektantów, których nazwiska nic jej nie mówiły, ani złożonych opisów tego, co ma właśnie na sobie cudownie piękna i nadziana panienka. Bohaterowie takich pozycji są zazwyczaj bardzo stereotypowi i zadzierają nosa. Normalka. A tutaj?

Chociaż postaci niczym nie wyróżniały się spośród innych tego typu książek, to Fenko szybko zapałała do nich sympatią. Ubawiły ją zmagania Cariny, która w ramach kary wymierzonej przez ojca miała dostawać 20 dolarów kieszonkowego tygodniowo i ani centa więcej. Wszystko wydała w ciągu paru godzin. Na jedzenie. Strata pieniędzy, tak jeść, no nie? O kupnie pięknych ubrań nie było mowy. Carina musiała więc wziąć sprawy w swoje ręce i zarobić trochę grosza. Padło na organizację szkolnego balu. Tylko co zrobić, kiedy oczekują od Ciebie, że wykorzystasz znajomości ojca-milionera, z którym jesteś w stanie wojny? Trzeba posłużyć się kłamstwem.

Fenko jest zdania, że w bogatym środowisku zarabianie jest łatwiejsze, bo pieniądze zasadniczo robią się same. Przez większość lektury rozpływała się więc w marzeniach o byciu nadzianą. I współczuła bohaterce, która powoli odkrywała, że nikt z bogatych nie chce pomagać bezinteresownie.

Język prosty, dlatego książkę połyka się w jeden dzień, w porywach dwa. Fenko lubi, kiedy autor wysili się na coś więcej niż dialogi i pobieżne opisy, ale językowa bufonada nijak nie pasowałaby do tej pozycji. W końcu nieskomplikowany język jest domeną Niezgodnej czy Igrzysk śmierci, tak uwielbianych przez miliony. Lekturka więc lekka i szybko się czyta. Miła dla oka czcionka. Fenko, choć nieco pogardza taką tematyką i spodziewała się typowego gniota, przyłapywała się na szukaniu wzrokiem owego egzemplarza i sięgała po niego, ilekroć mogła. Coś podobnego! 

 Jest w tej pozycji coś, co każe ją polecić. Fenko nie wie, co to takiego. Nie jest to przecież powieść ambitna. Nie z tych, w których Fenko się lubuje. Ale przecież bawiła się przednio. W każdym razie, lepiej niż sądziła.