piątek, 18 lipca 2014

Duma i uprzedzenie - miłość z Bollywood

Tytuł: Duma i uprzedzenie (Bride & Prejudice)
Ocena: najlepsze - warto - przeciętne - nie warto

  
Fenko swego czasu uwielbiała filmy z Bollywood. Dziś to przeżytek i nikt już nie przyznaje się, że je ubóstwiał, ale Fenko nadal ceni w nich jedno: ukazują piękną miłość, czasami nawet bez pocałunków. A to mistrzostwo! 


Fenko zatęskniła za piękną hinduską kulturą i postanowiła oglądnąć coś takowego. Padło na Dumę i uprzedzenie, hinduską ekranizację powieści Jane Austen. Niestety, dla tych, którzy chcą zobaczyć film w pełni przedstawiający kulturę Indii, nie jest to odpowiednia propozycja. Przeplatają się tu dwa światy - mamy do czynienia z hinduską dziewczyną, Lalitą Bakshi i bogatym Amerykaninem, Willem Darcy'm. Mało tu starych hinduskich tradycji, nad czym Fenko ubolewa. Dumę i uprzedzenie dałoby się przecież zrobić w cudownej, całkowicie hinduskiej wersji.
To byłoby wprost epickie!

Krótko o filmie:
Will Darcy przyjeżdża na hinduski ślub i tam poznaje Lalitę Bakshi. Między dwojgiem ludzi od razu rodzi się niechęć. Nadęty amerykański bufon, tak o gościu myśli Lalita. Jednak z biegiem czasu pan Darcy kradnie serce młodej kobiety. Jak to z miłością bywa - nie obędzie się bez przeszkód. Są kłopoty starszej siostry Lality, zakochanej z wzajemnością w hinduskim przyjacielu Willa, są też te spowodowane przez młodszą, która ucieka z cieszącym się złą sławą mężczyzną. Problem stanowi nawet matka, która za wszelką cenę pragnie wydać Lalitę za mąż za faceta, który... no cóż, wywołuje uśmiech na twarzy.

Pomysł, mimo okrojenia go z co ciekawszych aspektów hinduskiej kultury, jest ciekawy (choć przyznam, że chwilami bardzo się nudziłam). Gorsety angielskich panienek zostały zastąpione przez kolorowe sari,  jest dużo śpiewów, jak na musical przystało, i mnóstwo barw. Mnóstwo!

Główna bohaterka, grana przez Aishwaryę Rai, która, tak na marginesie, była Miss Świata 1994, początkowo nie przekonała Fenko, ale Królowa szybko uległa jej czarowi. Dziewczyna ma ten błysk w oku, który sprawia, że świetnie nadaje się do zagrania roli odważnej Hinduski, gotowej wziąć los w swoje ręce!
.



Muzyka, jak wszystko w tym filmie, była zabawna. Fenko niecierpliwiła się trochę, słuchając angielskich piosenek, bo łaknęła tych w języku hindi, ale i tak było fajnie. No life without wife podbiło fenkowe serduszko. 


A teraz część najlepsza.
Ten oto pan po lewej to kuzyn panienek Bakshi. Matka sióstr wymyśliła sobie, że zostanie mężem Lality. Bo jest bogaty i mieszka bodajże w Nowym Jorku.
Miły pan rozpoczął więc podloty.
Rety, jaka to nietuzinkowa postać! Śmieje się jak osioł, je jak prosię, a według wyobrażeń usłużnych siostrzyczek, w łóżku ryczy jak lew.
Istne zwierzę. Ulubiona postać Fenko.


Film jest przezabawny. Fenko zapisała sobie nawet kilka cytatów, ale blogspot wszystko zjadł, więc się nie podzieli. W każdym razie, pozycja na miłe spędzenie wakacyjnego wieczoru nada się idealnie. Fenko poleca zwłaszcza fankom twórczości Jane Austen.