środa, 16 lipca 2014

Pisanie - krótka historia Królowej


Witajcie! Dziś Fenko oficjalnie chciałaby podzielić się z Wami dobrą nowiną - Królowa Moli rozpoczyna
cykl Pisadło - czyli jak pisać.Wpisy nie będą pojawiały się regularnie, gdyż rok akademicki zbliża się wielkimi krokami. Królowa jest jednak otwarta na Wasze pytania i propozycje (w komentarzach) i postara się je wykorzystać w kolejnych wpisach. Fenko dostarczy Wam motywacji, inspiracji, zadań do wykonania, podsunie też trochę teorii. A przede wszystkim - Królowa pokaże, jak pisanie wygląda(ło) u niej.

Dlaczego wygląda(ło)? Przeczytajcie krótką historię Fenko:


Fenko nauczyła się czytać, gdy miała cztery latka. Gdy miała sześć, napisała pierwsze opowiadanie, a nawet pierwszy wiersz. Potem kolejne i tak w nieskończoność, aż doszła do pisania powieści. Oczywiście czytanie ukochała sobie na równi. Wszystko szło świetnie, interes się kręcił. Aż pewnego dnia, po skończeniu jednej ze swoich książek, Fenko zabrała się za kolejną i odkryła, że nie podoba jej się nic z tego, co pisze. Pisała, kasowała i tak przez jakieś cztery miechy. W końcu, zapłakana i zrozpaczona, postanowiła nie próbować dalej. Odpocznę, myślała, od tego poczucia frustracji, że wszystko jest nie tak, jak bym chciała, i pisanie wróci samo.
Takim oto sposobem Fenko nie pisze już od prawie trzech lat.

Całe te trzy lata wypełnione były próbami znalezienia złotego środka - jak wrócić do pisania? Jak znów czerpać z tego taką dziecinną radość jak kiedyś? Fenko przekopała stosy podręczników, przebrnęła przez Wysypisko Śmieci (Internet), podejmowała kolejne nieśmiałe próby powrotu do pisania swojej (przeklętej niemal) powieści, starała się pisać krótkie opowiadania... i tak w kółko. Jakkolwiek zaczynała książkę, którą tak pragnęła ukończyć, historia zamykała się w w kilku linijkach, które ostatecznie lądowały w komputerowym koszu. O przejściu do realizacji innego książkowego pomysłu Królowa nie chciała słyszeć - nie zostawia się niedokończonego dzieła, i to takiego, które tak mocno zakorzeniło się w głowie!

Fenko nie mogła jednak pojąć, jak to się stało, że nagle jej zdolność pisania zniknęła. Ot tak, wyparowała! Wielka Blokada Pisarska stała się więc chlebem powszednim. I nie pomogło czytanie książek z częstotliwością niemal taką jak za czasów dzieciństwa. Nie pomogło nic. Królowej nie podobało się to, co pisze, i koniec.

Wakacji Fenko wyczekiwała jak zbawienia. Zacznę pisać, planowała, zapisując to krótkie, aczkolwiek pełne mocy zdanie w notesach, zeszytach, na ścianach i tablicach korkowych. Student ma czasu w życiu niewiele (tak w sam raz na siku i śniadanie w biegu), więc kolejne próby pisarskie były odkładane i wakacje jawiły się jako ostatnia deska ratunku. I to deska całkiem spora, bo w ferworze nauki Fenko czuła, że będzie potrafiła prawdziwie docenić czas dany jej na odpoczynek i pozwoli się pochłonąć światu wyobraźni.

Wakacje rozpoczęły się i Fenko zaczęła czynić Wielkie Przygotowania. Zakupiła stos poradników motywacyjnych, pisarskich i wszelkich innych. Wypełniła najważniejsze zadania podsuwane przez pana Nikodema Marszałka w Motywacji bez granic (te, których nie zdążyła, czekają w kolejce).
Potem, dokładnie w dniu 1 lipca 2014r., powiedziała sobie: dość, szkoda życia na niepisanie!. Zasiadła przed komputerem i wzięła się do roboty: sprawdziła Facebooka, blogi, pocztę i cokolwiek się znalazło.
A kiedy zabrakło wymówek, otworzyła wreszcie dokument Worda, na którym od roku czekało jedno marne opowiadanie (jedna z prób przełamania Blokady), i naprawdę zaczęła pisać.

Zaczęła!

Fenko wie, że zaczynała tak już bez mała tysiąc razy. I wie, że to tylko krótkie opowiadanie, które w nieregularnych fazach posuwa się do przodu od niespełna roku. Nie jest to powieść, na napisanie której Fenko czeka, ale Królowa postanowiła, że i do tego dojdzie. Nie ma co się od razu rzucać na głęboką wodę. Jak się czekało trzy lata, to się poczeka jeszcze trochę. Najpierw mała rozgrzewka, a potem część zasadnicza. I tym razem Fenko czuje, że się uda. Bo:

a) ma wsparcie w postaci motywacji (na razie głównie Motywacji bez granic)
b) wizualizuje sobie swój sukces w postaci wykresów i liczb, które mają jej pokazywać, jakie robi postępy
c) postanowiła nie przejmować się, do cholery jasnej, niczym, i pisać tak, jak jej się chce.

 Od dziś Fenko nie popełni już tego błędu, co przez ostatnie trzy lata, gdy pisała stronę, dwie, w porywach nawet pięć - i kasowała wszystko. Bo chciała idealnie. A tak się nie da, bo idealne książki nie istnieją (no dobra, bądźmy szczerzy: istnieje Przeminęło z wiatrem). Wszystko, co trzeba wiedzieć o pisaniu (na dobry początek), to jak to pisanie zacząć. A potem idzie już z górki. Nie kasować, nie poprawiać więcej niż raz (albo dwa...?). Książka zostanie ukończona, to można wszystko skorygować. Tyle że wtedy, uwierzcie mi, nawet największy perfekcjonista nie skasuje całego swojego dzieła, bo będzie mu szkoda miesięcy (albo i lat) pracy. Wtedy nie będzie się liczyło, że coś jest nieidealnie. Będzie się liczył fakt, że POWSTAŁA KSIĄŻKA. 32 literki i miliony ich kombinacji, a jaka radość!

Krótka puenta: najważniejsza jest motywacja i samozaparcie. To drugie Fenko ma, bo pisała od dziecka i wie, że może każdą książkę, choćby nie wiem jak długą, dokończyć. A motywacja? Ona jest potrzebna, by zacząć.

Fenko nie jest specjalistką od pisarstwa. Fenko jest po prostu jedną z wielu polskich myszek, które chcą pisać i mają jako takie doświadczenie (dajmy na to, 10letnie). Czujemy pokrewieństwo dusz?

To do dzieła!

P.S. Tak, jest już połowa lipca - Fenko potwierdza, że od dnia 1 lipca (z różnym skutkiem) stara się pisać. Efekty zobaczycie wkrótce.