niedziela, 27 lipca 2014

Świadectwo prawdy - w świecie amiszów z Jodi Picoult

Autor: Jodi Picoult
Tytuł:
Świadectwo prawdy
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Ocena: najlepsze - warto - przeciętne - nie warto

Krótko o książce:
W stodole na farmie mleczarskiej należącej do amiszów zostaje znalezione martwe niemowlę. Katie Fischer, niezamężna matka noworodka, nie przyznaje się do ciąży ani do morderstwa. Za jedno i drugie grozi jej wykluczenie ze wspólnoty. Ludzie tak prości jak amisze nie potrafią poradzić sobie w świecie zewnętrznym, gdzie na Katie czeka sąd i zapewne wyrok skazujący na długie lata wiezienia - dlatego z pomocą osiemnastolatce przybywa Ellie, adwokatka i daleka krewna. Zgodnie z orzeczeniem sądu, na czas rozprawy sądowej Ellie musi zamieszkać ze swoją klientką i sprawować nad nią nadzór. Jak uda się pogodzić te dwa światy - świat czterdziestoletniej kobiety, która bardzo pragnie dziecka, i świat młodej dziewczyny, która podobno zabiła swojego synka?



Fenko uwielbia wakacje chociażby dlatego, że może mieć swoją diamentową fazę i czytać, czytać, czytać. Raz nadrabia biblioteczne zaległości, a raz sięga do swojego studenckiego stosiku. Jedno i drugie ma taką samą moc sprawiania przyjemności książkowemu molowi. Dziś padło na Jodi Picoult, a ponieważ Fenko nie ma nic lepszego do roboty i tylko się obija, to jeden dzień wystarczył, by pochłonąć Świadectwo Prawdy.

Ostatnio Królowa coraz częściej spotyka się z tematem amiszów i coraz bardziej jej się te spotkania podobają. Nie ukrywajmy, pisarzowi takie miłe różnorodności w naszym społeczeństwie dają pole do popisu. Wiedzieliście, że w Polsce jest tylko jedna rodzina amiszów? Tak, tak, Fenko nie o tym.

Po pierwsze, książka od samego początku wciągnęła Królową, co u Jodi - mimo że to jedna z fenkowych ulubienic w gronie pisarzy - nie zdarza się często. A po drugie, Fenko musi z zadowoleniem stwierdzić, że pani Picoult to zawsze taką wagę przywiązuje do spraw technicznych - musi sporo czasu spędzać na zdobywaniu informacji.

Królowa musi się pochwalić, że domyśliła się, kto był winny śmierci dziecka - ale czy to Katie, to już zostawię Wam (bo zakładam, że po książkę sięgniecie!). Narratorem jest tu Ellie - ale tylko co drugi rozdział, reszta to narrator trzecioosobowy. Ciekawy zabieg, Fenko zastanawiała się, czy to było zaplanowane, czy wynikło w trakcie tworzenia. Pani Jodi w ogóle charakteryzuje się elastycznością na tym polu. Raz pierwszo-, raz trzecioosobowa narracja albo obie naraz, albo więcej niż jeden mówiący, albo czas przeszły, albo teraźniejszy - do wyboru, do koloru.

Minusik - dało się wyczuć, że w niektórych momentach kochaną panią Jodi trochę za szybko pióro poniosło. Hm, sama nie wiem, jak to określić - jakby książka była po prostu jedną z wielu w jej dorobku, którą chciała raz-dwa zakończyć i przejść do kolejnej. Bo Fenko by się w niektórych momentach pastwiła twórczo - no ale Fenko to Fenko, jej nie zawsze trzeba słuchać. W każdym razie - widać, że warsztat jest, i to jedyny w swoim rodzaju. Ta pani ma talent, o tak. I nawet jak coś schrzani, to ten talent i tak wszystko pokrywa.

I co najdziwniejsze w książkach Jodi-Picoultowych: traktują najczęściej o ludziach w okolicy czterdziestki, a jakoś mnie, nastolatce (no co, jeszcze się łapię, nie?) wcale to nie przeszkadza.