sobota, 19 lipca 2014

Łzy na piasku - historia obrzezania

Autor: Nura Abdi i Leo G.Linder
Tytuł: Łzy na piasku
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: najlepsze - warto - przeciętne - nie warto



 Krótko o książce:
W Somalii dzień obrzezania traktowano jako dzień szczęśliwy i Nura naprawdę w to wierzyła. Cieszyła się i wyczekiwała tego wydarzenia! Przynajmniej do chwili, gdy zobaczyła swoje krzyczące i krwawiące siostry. Ale ona była najdzielniejsza, choć miała tylko 4 latka. Nawet nie pisnęła.
Później przyszła wojna i jej rodzina musiała uciekać. Nura została wybrana do tego, by wyjechać za granicę i wspomóc rodziców finansowo. Dopiero tam odkryła, że nie wszystkie kobiety na świecie są obrzezane...


Autorka jest zdania, że szczęście sprzyja tyciu. Kobiety, zatkajcie uszy, nie popadajcie od razu w depresję!
A tak na poważnie: wyobrażacie sobie nie marzyć o miłości? Bo Somalijki nie marzyły! Miłość, według Nury, wiązała się z lękiem i bólem. Młoda Afrykanka dopiero podczas pracy w Niemczech ze zdumieniem odkryła, że ludzie mówią o miłości jak o czymś pięknym!


A to dlatego, że poza Somalią nie kultywowano tradycji obrzezania kobiet. Nura była zszokowana i czuła się inna. Kobiety, z którymi pracowała - wszystkie uciekinierki ze swoich krajów - uważały, że Nura kłamie. Bo komu by przez myśl choćby przeszło tak okaleczać? A Nura broniła swojej tradycji, choć sama w głębi serca nie mogła pojąć sensu tego bólu.

Próbując wczuć się w somalijską kulturę, można by jeszcze jakoś zrozumieć rytuał obrzezania. Kobieta zachowywała czystość aż do ślubu, mąż miał pewność, że nigdy nie została oddana innemu. Prostytucja z oczywistych względów była niemożliwa, okupiona byłaby wielkim bólem. Tylko po co robić to kobiecie za każdym razem, gdy wyda na świat kolejne dziecko? A Somalijki rodziły niemal co rok. Po co sprawiać tyle cierpienia? Dlaczego nie wprowadzić sunny (łagodniejszej formy) zamiast pełnego obrzezania, z zachowaniem zasad higieny, ze znieczuleniami? To mogą zrozumieć już tylko Somalijki.

Przecież dopiero dzięki obrzezaniu stajemy się czyste.
Tylko prostytutki nie są obrzezane.

Kiedy Fenko sięga po autobiografię, spodziewa się po niej czegoś potężnego. Dobrego powodu, dla którego autor postanowił podzielić się swoją historią ze światem. Oczekuje, że książka wywoła u niej jakieś głębsze przemyślenia, skłoni do przewartościowania. Tu tego nie było. Mamy historię uchodźstwa. Autorka podkreślała, że warunki w obozach były okropne, że było źle - ale jakoś się tego nie czuło, chyba że samemu zebrało się w kupę to, przez co Nura przechodziła. Ona sama nie do końca oddała istotę rzeczy, wszystko opisała z jakimś melancholijnym spokojem. Jej życie zostało opowiedziane jednym tchem, jak wielkie zamglone wspomnienie. Jakby zbierała mimochodem kawałki opowiadanej przeszłości. Te ważne wydarzenia uwieczniono, ale autorka nie skupiła się na szczegółach, które tworzą całą mozaikę życia. A życie w Afryce było, według Nury, niezwykle barwne. 

Fenko nie wiedziała właściwie, na czym się skupić - czy to historia o ucieczce z kraju czy o obrzezaniu? Trochę o jednym i drugim, choć wydaje się, że autorka chciała skupić uwagę czytelnika na tym ostatnim. W epilogu wyjaśnia, że zwraca się do wszystkich obrzezanych kobiet - i dopiero tu historia nabiera sensu. Może dlatego Fenko nie potrafiła się wczuć. Mimo wszystko książka jakoś wciąga - no i pojawia się podziw dla Nury. Bo to naprawdę silna osoba, po części dzięki wychowaniu, jakie otrzymała. Sama wyprawiła się do Niemiec, do obcego kraju, bez znajomości języka i bez legalnych dokumentów. Była odsyłana z miejsca na miejsce, szukała pracy, dążyła do swojego. Można by pozazdrościć odwagi i postawić sobie za model do naśladowania.

Lektura może nie lekka, ale pierwszy rozdział wciąga niesamowicie. Potem troszkę gorzej, ale z pewnością nie odrzuca. Wielu osobom może się spodobać.