piątek, 15 sierpnia 2014

Impuls śmierci - seryjni mordercy też wyjeżdżają na wakacje

Autor: Mark Billingham
Tytuł: Impuls śmierci
Wydawnictwo: Burda Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 407

Ocena: 2/6

Krótko o książce:
W kurorcie na Florydzie spotykają się trzy pary Brytyjczyków. Zaprzyjaźniają się ze sobą, jednak w czasie wakacji dochodzi do tragedii: zostaje porwana i zamordowana upośledzona, 13-letnia córka jednej z mieszkanek kurortu. Podejrzana jest cała szóstka - każdy z nich ma swoje sekrety. W trakcie śledztwa okazuje się, że kłamią, kryjąc siebie nawzajem. Wkrótce znika kolejna dziewczynka. Odkryciem mordercy zajmuje się nadgorliwa policjantka stażystka.

~*~

 To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Wszystkie jego książki to jakieś tam bestsellery, więc Fenko taak się ucieszyła! Jednak już od pierwszych stron wyczuła, że nie będzie tak, jak sobie wymarzyła i że w tym wypadku tropienie mordercy nie będzie miało nic wspólnego z przygodą, jaką całkiem niedawno Fenko miała zagwarantowaną z panią Ericą Spindler...

Opis książki jest diabelnie ciekawy, ale jej treść można by zmieścić na 70 stronach, a nie 400! Krótkie opowiadanie wyszłoby zdecydowanie ciekawsze od tego.

Na początku trudno było zapamiętać, która postać jest czyją żoną albo mężem. Żadna z nich się nie wyróżniała. Pół książki (a właściwie trzy czwarte) było totalnie o niczym. Trzy małżeństwa spotykały się na kolejnych obiadkach, rozprawiały o swoim życiu prywatnym i od czasu do czasu o morderstwie porwanej dziewczynki. Fenko próbowała doszukać się jakichś ukrytych poszlak, ale było to prawie niemożliwe, bo nie zostało wyjawione nic, na czym można by się oprzeć. Gdzieś w międzyczasie młoda pani policjantka z misją próbowała przydybać mordercę, ale nawet z przesłuchań nic nie wynikało. Fenko czytała z trzęsącą się bródką i czekała na cud - bo przecież pod koniec musi się zrobić ciekawie, nie?

Faktycznie, na ostatnich 50 stronach coś zaczęło się dziać! Dobre morderstwo na koniec podgrzewa atmosferę o wiele bardziej niż kolejna nudna posiadówka z szóstką nijakich bohaterów. Chociaż postać upośledzonej dziewczynki zapowiadała się nieźle. Szkoda, że nie dano jej szansy się wykazać.

Jedno Fenko musi przyznać: póki książka nie zaczęła zmierzać ku końcowi, trudno było się domyślić, kto zabił. Królowa miała swojego podejrzanego, ale okazał się niewypałem. A zakończenie - ostatni rozdział - totalnie nieprzewidywalne. Może dlatego, że całość wydała mi się tak nijaka, iż cokolwiek ponad skalę byłoby aż dziwne? W każdym razie, końcówka znacznie podnosi notowania książki. Żaden tam super skonstruowany spisek - ale miłe zaskoczenie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.