wtorek, 26 sierpnia 2014

Noc świetlików - mamy elfa w domu

Autor: Elżbieta Rodzeń
Tytuł: Noc świetlików
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron:
431


Ocena: 4/6

Krótko o książce:
Paulina przebywa w szpitalu psychiatrycznym z powodu anoreksji. Pielęgniarz Błażej pomaga jej uciec i zabiera do domku w lesie. Tam Paulina dowiaduje się, że Błażej i jego bracia - Szymon i Artur - nie są normalnymi ludźmi. To elfy i wiele wskazuje na to, że i Paulina jest jedną z nich. Dziewczyna staje się własnością Błażeja, jako że to on ją uratował. Jej serce nie jest jednak posłuszne: upodobało sobie Szymona. Ale nie tylko zakazana miłość stanie na drodze do jej szczęścia. Zdaje się, że jej przeszłość i pochodzenie było starannie ukrywane przez rodzinę. Czego dowie się Paulina i jak ułoży się jej życie wśród elfów?

~*~

Ostatnimi dniami zrobiło się tak zimno, że Fenko zabrała się za robienie kartek świątecznych (nie żartuję!) i tylko magiczna okładka owej książki wyrwała ją z tego szaleństwa.

Noc świetlików została podzielona na trzy części. Przeprawa przez pierwszą była naprawdę mozolna. Autorka jakby dopiero się rozpędzała, nie za bardzo przyłożyła się do wykreowania bohaterów, akcja rozwijała się jakoś nienaturalnie i Fenko ciągle kręciła nosem. Ale zaczęła się część druga i, daję słowo, przepadłam.

Może to wina tego, że rzadko sięgam po taką tematykę - ba, właściwie dotąd się z nią nie spotkałam! - ale wydaje mi się, że Noc świetlików to coś oryginalnego. Nie ma tu młodzieżowych schematów. Bohaterka jest magicznym stworzeniem, ale cierpi na anoreksję jak niejedna zwykła dziewczyna. Jest totalnie piegowatym rudzielcem, co w świecie ludzi pewnie nie dodaje jej urody, ale w świecie elfów pozwala wtopić się w zielonooki tłum. Autorka całkiem ładnie pokazała nam świat elfów - ich hierarchię, tajemnicę z nimi związaną, jaką Paulina musi odkryć. Pomysł naprawdę jest dobry! 

Tylko, jak często bywa, pomysł nie zawsze jest dobrze zrealizowany. Fenko czasami zmuszała się, by nie przeskakiwać wzrokiem pomiędzy akapitami - było mnóstwo opisów myśli bohaterki i jakiejś niepotrzebnej gadaniny. To nie do końca jest wskazane w takim gatunku. Bardziej pasuje do obyczajówki, a takie połączenie w momencie, kiedy czytelnik chce się koniecznie dowiedzieć, co się będzie działo dalej, nieco opóźnia akcję i irytuje. W tym wypadku przydałoby się trochę oszczędności językowej.

Mimo że Fenko fanką stylu pani Rodzeń nie zostanie (przynajmniej nie po tej lekturze), to wie, że musi sięgnąć po kolejną część (która się pojawi, mam nadzieję!). Z zażenowaniem muszę przyznać, że oczarował mnie ten elfi światek, leśne stroje i dziwna polityka tych stworzeń.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.