niedziela, 10 sierpnia 2014

O pisaniu - dlaczego wydawać, a dlaczego nie

Fenko znalazła pewien artykuł - KLIK
Siedem powodów, żeby nie pisać powieści i jeden, żeby to robić.
Całkiem ciekawy. I Królowa bardzo się z nim zgadza, chociaż argumentów za i przeciw mogłaby znaleźć dwa razy tyle.

Ale zmieniłabym jedną rzecz. Nie: powody, dla których pisać czy nie pisać. 
Tylko: powody, dla których wydawać lub nie.

Ci, co znają Fenko, wiedzą, jak czasem psioczy na młodocianych pisarzy wszelkiej maści (i nie tylko młodocianych, o zgrozo!), którzy piszą i wydają, nie zastanawiając się nad tym, jak bardzo ranią Matkę Literaturę. Ludzie! To po to nasza droga Polska tyle lat opływała krwią, co by zdolni wieszcze mieli o czym pisać, żebyśmy teraz wszystko zaprzepaścili opowiastkami o wampirach albo innych takich? Oczywiście nie każda książka musi być idealnie umoralniająca, bo potrzebna nam jest też rozrywka i typowe odmóżdżacze, każdy z nas to wie i nieraz doświadczył potrzeby czytania durnych opowiastek. Ale skoro już bierzemy się za wydawanie, to zastanówmy się najpierw, czy to, co wydajemy, ma sens. Czy jest dobre technicznie - nawet jeśli to taki odmóżdżacz - z pięknie skonstruowaną fabułą, realistycznymi bohaterami, zwrotami akcji, czy może zaśmieci tylko półki księgarń? Czy uczy czegoś, pokazuje, jak być człowiekiem w dzisiejszym niemoralnym świecie, czy raczej jest kolejną pozycją w nieskończonej liczbie książek, które opisują, jak wampir wysysa krew z ofiary (bo przecież to takie potrzebne, żeby wiedzieć, pod jakim kątem wbić zęby)? Czy zmieni czyjeś myślenie, czyjeś życie? Czy zasługuje w ogóle na miano literatury?

Fenko jest bardzo surowa pod tym względem, widać to często po recenzjach, w których rzadko która książka otrzymuje najwyższą ilość punktów - zasługują na to tylko te, które zostały świetnie skonstruowane, albo te, które wyciskają łzy i zmieniają człowieka raz na zawsze. A takich (zwłaszcza tych drugich) jest garstka, dosłownie.

Fenko też pisze swoje powieści, od dawna, i pisze je niejeden z Was. Super, piszmy dalej, każdy ma swoje powody, komuś to może pomagać poczuć się pewniej, komuś innemu pozwala uciec w lepsze miejsca i tak dalej. Ale zróbmy przysługę temu światu i zastanówmy się, zanim coś wydamy, dobrze? Jeśli tak bardzo chcemy publikować, róbmy to w Internecie, dajmy sobie parę lat na to, by dojrzeć i stwierdzić szczerze, czy faktycznie powinniśmy coś wydać. Nie kierujmy się tym, że wydawnictwo przyjęło nas do druku (kiedy nie przyjmuje?), bo wiele wydawnictw myśli o zysku, a nie o dobru literatury - to zrozumiałe, w końcu na tym zarabiają, a niejeden wydawca przejechał się już na Ani z Zielonego Wzgórza czy innym Harrym Potterze, dlatego teraz uczą się na błędach i wydają wszystko jak leci - ale skutek, wbrew zamiarom, jest opłakany.

A Wy, drodzy Czytacze? Czy zgadzacie się z Fenko? Jakie powody za i przeciw pisaniu (lub wydawaniu) dodalibyście do listy sporządzonej w powyższym artykule?

P.S. Fenko do tego tematu jeszcze wróci - skopiuję Wam tu wyposażoną w całą gamę emocji notkę, którą opublikowałam na swoim blogu pamiętnikowym dawno temu. Ona oddaje wszystko.

P.S.2 Pamiętacie o łapaniu licznika? 10 tysięcy - i ten, kto przyśle screen ekranu, zgarnia grubą książkę. Jeśli dacie radę dzisiaj - niespodzianka w paczuszce!