sobota, 20 września 2014

Kobiety - cicha polska armia

Autor: Stanisława Kuszelewska-Rayska
Tytuł: Kobiety
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron: 428

Ocena: 4/6


Krótko o książce:
Kobiety to zbiór wspomnień Stanisławy Kuszelewskiej-Rayskiej z czasów II wojny światowej, Powstania w Warszawie, a także lat późniejszych, tuż po przybyciu Sowietów. Autorka opowiada o kobietach polskich - silnych, odpornych na ból, skupionych na tym, by walczyć i wygrać.

~*~

Zacznę od negatywów, bo chcę, abyście kończąc czytanie tej recenzji, nie pamiętali już o wstępie. Oby w głowie zostało Wam to, co w tej pozycji najlepsze.

Wada jest tylko jedna i typowo fenkowa, bo niektórzy w ogóle tego nie dostrzegą, a dla mnie to dość znaczące. Otóż, opowiadane historie wydawały mi się mało klarowne. Lubię, kiedy książki traktujące o II wojnie (nawet jeśli to osobiste wspomnienia), są napisane tak, by mało rozgarnięty czytelnik mógł wejść w ten świat od podstaw - bo inaczej go nie zrozumie. Tutaj wielu rzeczy musiałam się domyślać i z tego powodu nie poleciłabym tej książki osobom, które o rzeczywistości wojennej wiedzą niewiele. Dla sprostowania dodam jednak, że Autorka sama zaznaczyła, iż pisze o ludziach i to oni są najważniejsi w tej pozycji.

Pozytywów jest za to od groma i nie wiem, czy zdołam je wszystkie wymienić. Po pierwsze - okładka. Nie wiem, czy złożyć ukłon, czy klaskać. Oddaje idealnie to, co zawarto w tej pozycji. Jest piękna.

Po drugie - wspomnienia, które zebrała Autorka, są tak różnorodne, że mamy tu właściwie wszystko z tego, co dla Polek oznaczała wojna. Mój egzemplarz jest cały oklejony samoprzylepnymi karteczkami, bo w trakcie czytania zaznaczałam fragmenty, które szczególnie mnie poruszyły. Kobiety-łączniczki, kobiety-sanitariuszki, kobiety-ofiary, kobiety-matki, kobiety, kobiety... Odbierały broń, nosiły Hostię więźniom, przemycały opaski dla Powstańców. Mam wrażenie, że od nich zależał los tej wojny. I wcale nie zdziwię się, jeśli ktoś kompetentny powie mi, że tak było w istocie.

Zwiastunem katastrofy był stróż i kartka, którą przyniósł. Na kartce widniały słowa: "Dom zajęty dla potrzeb wojskowych. Lokatorzy wyprowadzić się mają w przeciągu 24 godzin"(...)
-Niemcy dawali piętnaście minut - powiedziała Irena - mamy postęp.

Po trzecie - te wspomnienia wciągnęły mnie tak bardzo, że jak usiadłam i zaczęłam czytać, tak przepadłam. Książki autobiograficzne rzadko tak na mnie działają. Ta pozycja jest wyjątkowa. 

I ostatnia rzecz. Bardzo, bardzo podobało mi się, że Autorka nie skończyła w momencie zakończenia wojny. Możemy sami przekonać się, co było potem, jak to wyglądało i czy było lepiej. To naprawdę cenna relacja.

Nie wiem, czy wypada powiedzieć coś więcej. Może tylko tyle, że Autorka była niezwykłą kobietą.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.