poniedziałek, 29 września 2014

Miłość w lawendowych uliczkach

Autor: Klaudia Kopiasz
Tytuł: W głąb lawendowych uliczek
Wydawnictwo: Psychoskok
Rok wydania: 2014
Stron: 174

Ocena: 2/6


Krótko o książce:
Oliver ma dobrą pracę i wkrótce zamierza oświadczyć się swojej narzeczonej. Pewnego dnia trafia do księgarni, gdzie w prezencie otrzymuje niezwykłą książkę. Pod jej wpływem postanawia wyruszyć w świat, by odnaleźć autorkę lektury i poszukać swojej prawdziwej miłości, którą, jak twierdzi, nie jest wcale jego narzeczona...

~*~

Muszę przyznać, że niewiele dobrego słyszałam o tej książeczce, zanim po nią sięgnęłam, dlatego nie spodziewałam się niczego wielkiego po jej lekturze. Przed recenzją poprosiłam o pomoc Wujka Google, który udzielił mi paru informacji. Otóż, Klaudia Kopiasz pisaniem zaczęła zajmować się w dość młodym wieku, a przed publikacją tej pozycji w obiegu ukazały się bajki jej autorstwa. Ale Fenko dziś o lawendowych uliczkach!

Sporną kwestią jest język. Ładny, poetycki, dość wymyślny. Czasem przekombinowany, ale tylko czasem. Widać, że Autorce zabawa słowem sprawia przyjemność. Problemem jest tu jednak fakt, że taki styl do większości nie trafia. Nie te czasy. Ale jakichś umiejętności operowania językiem nie można Autorce odmówić.

Kolejna kontrowersyjna sprawa to fabuła. Gdyby w tej otoczce językowej pojawiła się jakaś ciekawa, wciągająca historia, to wszelkie mankamenty można by wybaczyć. Historia Olivera jest jednak nieskomplikowana i na dodatek niezbyt porywająca. Ot, prosta opowiastka, która nadrabia poetyckimi opisami. Na dodatek uważam, że książki, w których na pierwszy plan wysuwa się opisy konkretnych państw, powinny być raczej przeznaczone dla osób, które nieźle się w tej tematyce orientują.

Bohaterowie niczym się nie wyróżniają - miłe postaci, to wszystko. Nie dostrzegłam żadnych rażących nieprawidłowości, które można by przypisać młodemu wiekowi Autorki. Problem w tym, że w tej książeczce nie ma niczego, co by się wyróżniało. Trudno skrytykować ją z góry na dół, bo nawet tak silnych emocji nie wywołuje. Trochę nudy i trudności w przebrnięciu przez opisy.

Jedyne, co Fenko może powiedzieć na pewno, to fakt, że Autorka ma predyspozycje. I jeśli kiedyś ten poetycki język stanie się tłem dla wybuchowej historii, może coś z tego być.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.