środa, 24 września 2014

Wzdłuż Rio Anaconda z Cejrowskim

Autor: Wojciech Cejrowski
Tytuł: Rio Anaconda
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2006
Stron: 435

Ocena: 6/6

Krótko o książce:
Znany podróżnik, Wojciech Cejrowski, wyrusza do Ameryki Łacińskiej. Jego celem jest odnalezienie Indian - tych, do których cywilizacja jeszcze nie dotarła. Tych samych, których nie można odnaleźć, jeśli sami tego nie chcą. Przeżycie w dżungli wcale nie jest łatwym zadaniem - zwłaszcza kiedy przewodnicy zostawią cię na pastwę losu...

~*~

 Nie sądziłam, że przygody pana Cejrowskiego mogą być tak... niesamowite. Tak nierzeczywiste! Zupełnie jakby Autor urozmaicił swoją podróż niestworzonymi historiami, a jednak one wszystkie zdarzyły się naprawdę! Pewnie słyszeliście o programie Boso przez świat. Fenkowa mama go uwielbia! Fenko natomiast nigdy się nim nie interesowała, ale sięgnęła po książkę i przepadła.

Wyobraźcie sobie, że przedzieracie się przez dżunglę i nagle Wasi przewodnicy dochodzą do wniosku, że dalej boją się iść. Bo tereny niebezpieczne. I uciekają! Zostajecie sami w dżungli, gdzie każdy krok może oznaczać śmierć. Węże, jadowite pająki i inne paskudztwa. Ale ostatecznie podróż na tamten świat postanawia zafundować Wam pewien dziki człowiek - za pomocą dmuchawki i zatrutej strzałki. Każdego uśmierca w kilka sekund.

Taka zatruta strzałka trafiła w pana Cejrowskiego, a dokładniej - w pasek od jego aparatu. Przeżył cudem, a kiedy się obudził, był już w indiańskiej wiosce.

Ta książka jest niesamowita, chociaż słyszałam, że niektóre przygody tego podróżnika są o wiele ciekawsze. Wydaje mi się to niemożliwe. Dowiecie się, czym różni się amigo od gringo, koka od kokainy, dlaczego w niektórych rejonach lepiej nie robić zdjęć, jeśli chce się wrócić do domu w jednym kawałku i dlaczego za pogłaskanie psa szamana Cejrowski znalazł się w sytuacji patowej. I jak się z niej wywinął, rzecz jasna.

Znajdziecie tu coś, co tę książkę przygodową zamienia w prawdziwą fantastykę - magię. Autor opowiada o swoich spotkaniach z szamanami. O tym, jak czytali mu w myślach. Jak porozumiewali się z nim, choć żaden z nich nie znał języka, którym mówił się ten drugi. Cuda nie-dziwy! Naprawdę niesamowite.

Fenko trochę się uśmiała, kiedy Cejrowski wyczyniał swoje czary przed Indianami. Jakie - tego już dowiecie się sami, kiedy sięgnięcie po tę pozycję. Humoru, zresztą, było sporo, bo Autor sam sobie był tłumaczem. Książka powstała najpierw w języku hiszpańskim, dopiero później została przez Cejrowskiego przetłumaczona na polski. Jako tłumacz ochrzcił się nazwiskiem Heleny Trojańskiej i przez całą książkę kłócił się w przypisach ze samym sobą, czyli z Autorem.

W życiu tak dobrze się nie bawiłam, czytając przypisy. I nigdy nie sądziłam, że książka przygodowa może być CIEKAWA, chociaż mówi o tym, co wydarzyło się NAPRAWDĘ.


Za możliwość przeczytania tej pozycji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!