czwartek, 23 października 2014

Miasto 44 - film pełen sprzeczności

Tytuł: Miasto44
Rok produkcji: 2014
Czas trwania: 130

Ocena: 5/6

Krótko o filmie:
 Stefan jako jeden z niewielu młodych Warszawiaków nie należy do konspiracji. Skupia się na zapewnieniu bezpieczeństwa matce i młodszemu bratu. Zakochana w nim przyjaciółka, Kama, wprowadza go jednak w świat podziemia. Stefan poznaje Alicję, którą jest zauroczony. Obecność dziewczyny popycha go do podjęcia decyzji o wstąpieniu w szeregi powstańców.

~*~

Od chwili, gdy Fenko obejrzała film w kinie, minął co najmniej tydzień. Przyznam, że przed pójściem na seans dość pobieżnie zapoznawałam się z recenzjami blogerów, bo nie chciałam trafić na spojlery ani wyrobić sobie fałszywej opinii o tej produkcji. Ale kiedy przyszedł czas, bym sama napisała co nieco o tym, co widziałam na ekranie, uświadomiłam sobie, że brakuje mi słów, by opisać te wszystkie sprzeczności.


Fenko zacznie od aktorów, bo to zdecydowanie najlepsza część. Świetnie dobrani. Aczkolwiek Fenko ucieszyłaby się, gdyby na ekranie pojawili się sami nowicjusze, żadnych znanych twarzy. Film wydawałby się bardziej realny.
Na fenkowy podziw zasłużył fakt, że nie sięgnięto tu po utarty schemat głównego bohatera-herosa, który jest tak wspaniały i dzielny, że ratuje cały świat. Stefan to w gruncie rzeczy słaby człowiek. Co ja mówię: to ciamajda i tchórz. Dziewczyna ratuje mu tyłek. Wprost bohater idealny. Może dlatego właśnie tak skupia na sobie uwagę. 


 
Pod względem historycznym film wypadł świetnie. Zadbano o szczegóły. Pewnie nie wszyscy o tym wiedzą, ale takie wydarzenia jak deszcz szczątków i krwi nie jest wcale wymysłem ekipy. Poza tym mamy dużo akcji. Ani raz nie przyłapałam się na tym, że spoglądam z utęsknieniem na zegarek. Scena w kanałach sprawiła, że czułam się jak podczas horroru. Ciary na plecach, mówię Wam.
 Miłość oczywiście kwitła na zgliszczach Warszawy, ale skąpana była we krwi. Dosłownie.



Połowa filmu. Fenkowa współlokatorka jęczy na siedzeniu obok. Można by pomyśleć, że dobijają ją ci Niemcy z ekranu, ale nie, ona zobaczyła latające szczątki. Leci jedna ręka, potem druga, trochę krwi. Na sali cisza idealna - tylko te jęki.


Mimo wysokiej oceny, uważam, że unowocześnianie filmów o takiej tematyce jest po prostu zbrodnią. Czasami miałam wrażenie, że oglądam amerykański film, dla którego polska historia jest tylko tłem. Nie do końca podobał mi się dziwnie fantastyczny moment, kiedy kule śmigały wokół zakochanych, nie robiąc im krzywdy. Z drugiej strony, takie podejście do tematu na pewno sprawiło, że film obejrzało wiele osób, które normalnie taką tematyką gardzą i niewiele wiedzą o historii naszego kraju. A widzowie salę opuszczali w milczeniu, trzeba przyznać.


Na pewno dużo tu emocji i dużo niedorzeczności. Film jednak zapada w pamięć, więc myślę, że zasługuje na piątkę.