środa, 29 października 2014

Musiałam odejść - życie z Osamą Bin Ladenem

Autor: Jean Sasson, Nadżwa i Omar Bin Laden
Tytuł: Musiałam odejść
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2014
Stron: 454

przyznano ZŁOTEGO ROBALA!

Ocena: 6/6

Krótko o książce:
Nadżwa, żona Osamy Bin Ladena (terrorysty odpowiedzialnego za atak na World Trade Centre) i jej syn, Omar, opowiadają o swoim życiu u boku Osamy. Nadżwa jako młoda dziewczyna z radością zgodziła się zostać żoną swojego kuzyna Osamy, którego bardzo kochała. Godziła się na zasłanianie twarzy i na życie w zamknięciu, zgodnie z życzeniami jej męża. Nigdy nie uskarżała się na swój los, nawet wtedy, gdy przyszło jej wybierać dla męża kolejne żony i gdy Osama przeniósł całą rodzinę z luksusowej rezydencji do jaskini w górach, gdzie przygotowywał ataki terrorystyczne wymierzone w Zachód. Syn Osamy, Omar, w przeciwieństwie do ojca nigdy nie godził się na zabijanie niewinnych ludzi i nie chciał uczestniczyć w świętej wojnie. To on pomógł matce wyjechać na Zachód tuż przed bombardowaniem, w którym prawdopodobnie wraz z jego ojcem zginęła cała rodzina.

~*~

Obecnie naprawdę niewiele jest książek, które potrafią wzbudzić prawdziwe, wielkie emocje. Wszystko już widzieliśmy i wszystko nam się przejadło. Niełatwo zrobić wrażenie na czytelniku. Przy powyższej pozycji wprawdzie nie płakałam, ale mało która książka poruszyła mną na tyle, bym poddała w wątpliwość to wszystko, o czym była przekonana, w co wierzyłam i czym się kierowałam. Po raz pierwszy tak naprawdę zrozumiałam, co to znaczy nie kierować się pozorami.

Od roku 2001, kiedy to miał miejsce zamach na Word Trade Centre, wszystko, co muzułmańskie, kojarzy nam się z terroryzmem. Prawdopodobnie w takich samych kategoriach myślimy o rodzinie Bin Ladena. Niekoniecznie o jego żonie, bo przecież tam kobiety głosu nie mają, ale na pewno o synach, którzy naturalną koleją rzeczy mieli walczyć u boku ojca i zabijać Amerykanów. A jednak ta książka zaprzecza wszystkiemu, co na ten temat myślałam (choć nie myślałam zbyt wiele, zapewne jak wielu z Was - media podsunęły nam dawkę informacji, a my to przyjęliśmy. Na świecie jest tyle okropieństw, że nie zastanawiamy się nad uczuciami najbliższych zbrodniarzowi osób ani nad tym, co nim kierowało).

Omar to jedna z najłagodniejszych osób, o jakich kiedykolwiek czytałam. Kochał zwierzęta, bardzo troszczył się o matkę i swoje rodzeństwo, jako jedyny z nielicznych dzieci Osamy przeciwstawiał się ojcu (co w kulturze muzułmańskiej jest niespotykane), a dziś działa na rzecz pokoju. Chce, by nazwisko Bin Laden kojarzyło się nie tylko z terroryzmem. 

Nadżwa to kobieta cicha i pokorna, jak przystało na muzułmankę. Podążała za mężem, gdziekolwiek się udał. Kochała go z wzajemnością. W powyższej książce to ona pokazuje nam, jaki naprawdę był Osama Bin Laden - opanowany, bardzo religijny, wierny swoim przekonaniom, nawet jeśli wiązało się to z niemiłymi konsekwencjami dla niego samego.

Pozycja taka jak ta, która wciąga od pierwszych stron, która porusza, mówi mi coś nowego o świecie, w którym przecież żyję i która zmienia moje myślenie, trafia się raz na tysiąc przeciętnych. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to niesamowita lektura. Przyłapywałam się na tym, że myślę o muzułmanach jak o kimś, kogo należy podziwiać, bo to naprawdę niesamowici ludzie. Wytrwali, zdyscyplinowani, łagodni i wcale niepragnący śmierci niewiernych, choć Amerykę przedstawiano im jako piekło. Nawet Osama Bin Laden jawił się jako ktoś posiadający niesamowitą wewnętrzną siłę, jakiej nam brakuje. To ta siła czyniła go człowiekiem, na przekór wszystkiemu, niezwykłym, choć spożytkował ją nie tak, jak powinien. I wbrew pozorom, to był zwyczajny człowiek, taki jak każdy z nas - tylko jego przekonania sprowadziły go na złą ścieżkę. Czy nie to samo dzieje się z ludźmi dokoła nas? 

To z pewnością relacja jedyna w swoim rodzaju i lepszej na pewno nie dostaniecie. I relacja tak bardzo prawdziwa! Nadżwa i Omar zaserwowali nam potężną dawkę kultury muzułmańskiej, pokazali, jak człowiek zmaga się ze swoimi słabościami, jak miota się w jarzmach swojej kultury i posłuszeństwa wobec innych. Mnie pokazali, jak nie przyjmować wszystkiego w takiej postaci, w jakiej serwują nam media i opinia publiczna. Nigdy nie wiemy, kogo jeszcze dotyczy nasze cierpienie. Nigdy nie oceniajmy po pozorach. 
Bo nigdy nie znamy całej historii.