wtorek, 7 października 2014

Na Dzikim Zachodzie z Cejrowskim

Autor: Wojciech Cejrowski
Tytuł: Wyspa na prerii
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron: 295

Ocena: 6/6


Krótko o książce:
Tym razem Cejrowski wybiera się na prerię. To tam, wśród piasków i traw, wciąż można poczuć atmosferę Dzikiego Zachodu. Pamiętacie Domek na prerii? Pan Cejrowski jest posiadaczem takiego właśnie skarbu - ma mały domek na Dzikim Zachodzie. Wszedł w jego posiadanie trzy razy - dostał go w prezencie, później wygrał i kupił. Teraz uczy się, jak być kowbojem - jak mówić przez zaciśnięte zęby, tak, by do ust nie wpadł piasek, jak nosić kapelusz z szerokim rondem i jak żyć w tamtejszym społeczeństwie ludzi, którzy wszystko o tobie wiedzą (jeszcze zanim ty sam się o tym dowiesz).

~*~

 Przyznam, że na prerię nigdy mnie nie ciągnęło. Wolę dużo zieleni i dużo wody. Jest wprawdzie coś pociągającego w kowbojach, pasących się krowach i kapeluszach z szerokim rondem, ale piasek mogłabym co najwyżej zaakceptować na plaży. I wiecie co? Albo ja pozwalam sobą tak manipulować, albo pan Cejrowski ma niesamowity dar przekonywania, bo po lekturze Wyspy na prerii zapragnęłam się tam po prostu przenieść.

Książka jest wyjątkowo cieniutka, a to dlatego, że życie na prerii to jedno wielkie nicnierobienie. Tak przynajmniej twierdzi Cejrowski. Bywało to trochę męczące - czasami każdą rozmowę z miejscowymi albo wizytę kojota traktowałam jak wielkie wydarzenie - ale poza tym pozycja naprawdę warta jest przeczytania.

 
Właściwie dopiero teraz zrozumiałam, co oznacza żyć jak w Ameryce. To nie ty idziesz na pocztę, żeby wysłać swoje listy - to listonosz po nie przychodzi, żebyś nie musiał się fatygować. To nie ty chodzisz po urzędach, by wywalczyć swoje prawa - to do ciebie przychodzą, by zatroszczyć się o to, czy masz prąd, nawet jeśli mieszkasz na kompletnym odludziu i nikomu się to nie opłaca. A za zakupy płacisz trzy razy mniej niż w Polsce, mimo że zarabiasz trzy razy więcej. Raj? No raj.


Zdecydowanej większości z pewnością przypadłby do gustu fakt, że można tam sobie zastrzelić każdego, kto nieproszony wejdzie na twoją posesję. No, może pomijając listonosza.

Dzięki tej niewielkiej książeczce poznałam życie na prerii od podszewki, mimo że nie wychodziłam z domu. Śmiałam się razem z Cejrowskim, gdy miejscowi robili mu żarty. I nie mogłam uwierzyć, że tam wszystko jest takie jak na filmach!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.