wtorek, 4 listopada 2014

Blondynka na Rio Negro

Autor: Beata Pawlikowska
Tytuł: Blondyna na Rio Negro
Wydawnictwo: Burda Książki
Rok wydania: 2014
Stron: 302


Krótko o książce:
Beata Pawlikowska wyrusza w głąb Amazonki, przez Wenezuelę, do Brazylii. W podróży towarzyszą jej żołnierze, którzy wzięli ją na swoją łódź, i małpka. W czasie wyprawy dowiemy się, co takie małe zwierzątko je, poznamy też mentalność innych ludzi. Po drodze zawsze znajdzie się ktoś, kto przygarnie Beatę pod swój dach i dostarczy jej ciekawych informacji o życiu przy Rio Negro.

~*~

 Dostałam w swoje łapki ciężką jak cegła pozycję autorstwa Beaty Pawlikowskiej i od razu pomyślałam, że to przepiękna robota graficzna. Tę książkę aż chce się dotykać, wąchać i oglądać ze wszystkich stron! 
Kiedy minął pierwszy zachwyt, zaczęłam czytać.

Pani Beata to niezwykle odważna kobieta, skoro ot, tak wsiada na łódkę wypełnioną żołnierzami i płynie z nimi przez nieznane tereny. A później, zupełnie samotna, błądzi w ciemnościach, szukając w zapadłych wioskach jakiegokolwiek hotelu. Osobiście spanikowałabym i wróciła pierwszym lepszym transportem do wygodnego, suchego domku. Na szczęście mogłam usadowić się wygodnie z książką w dłoni i czytać o biedocie i braku prądu w tej części kuli ziemskiej, o Indianach, którym cywilizacja wyrządziła wiele krzywd, zamiast im pomóc, o gwałtownych amazońskich deszczach i wielu innych czarach. Najbardziej spodobał mi się fakt, że gdzieś w świecie żyją kobiety, które zamiast chudnąć, chcą przytyć. Niebywałe w Europie (i zdrowe!) podejście do życia. Zdziwiło mnie natomiast, że tamtejsi ludzie, mając do dyspozycji takie możliwości rolnicze, nie robią nic, aby wyhodować własne jedzenie - czekają po prostu na statek z transportem żywności.

Pani Beata ma, według mnie, dość przyjemny styl pisania. Czyta się szybciutko i czasem nawet z uśmiechem na twarzy. Jej niektóre przemyślenia dotyczące życia innych ludzi, ich mentalności czy nawet środowiska, mnie samą skłaniały do refleksji. Książka jest jednak bardzo krótka i tak naprawdę niewiele w niej konkretów. Wydaje mi  się, że pod tym względem trudno ją porównywać do dzieł Wojciecha Cejrowskiego, on okazuje się o wiele lepszym kreatorem życia na walizkach.

Książka skończyła się bardzo szybko i czułam lekki niedosyt. Szkoda, że Autorka nie zdecydowała się zgromadzić całej swojej podróżniczej przygody w jednym tomie - urwała i popłynęła dalej. Nie można jednak zaprzeczyć, że to lektura bardzo miła i lekka, w sam raz na jesienny wieczór, kiedy wygrzewamy się pod kocykiem, a myślami błądzimy gdzieś w okolicach gorącej Brazylii...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.