sobota, 15 listopada 2014

Endgame - gra rozpoczęta...

Autorzy: James Frey, Nils Johnson-Shelton
Tytuł: Endgame: Wezwanie
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania: 2014
Stron: 500


Krótko o książce:
12 tysięcy lat temu na Ziemię przybyli bogowie. Stworzyli ludzkość i odkryli przed nami swoje tajemnice. Zapowiedzieli swój powrót - wraz z ich przybyciem rozpocznie się Endgame, gra, w której stawką będzie przetrwanie niewielkiej części populacji. Ma to być kara za nadużywanie dóbr naszej planety. Właśnie nadszedł ten czas. Dwunastu graczy, szkolonych od dziecka w sztuce przetrwania, ma stanąć do walki i odnaleźć Trzy Klucze. Tylko jedna osoba może wygrać i ocalić swoje plemię od zagłady.

~*~

Wszyscy znamy już Igrzyska Śmierci, Niezgodną i wiele innych książek, w których dominowała jedna biedna i słaba osóbka, do której należało ocalenie świata. Zapewne tego spodziewacie się po Endgame? Błąd. Endgame jest inne.

Dwunastu graczy pochodzi z różnych części świata. W ich rodzinach od pokoleń przekazuje się tajemnicę o Endgame i przygotowuje kolejne osoby do walki na śmierć i życie. Mimo że są to młodzi ludzie w wieku 13-20 lat, stanowią grupę wyszkolonych zabójców, łamaczy kodów i matematyków. Kiedy meteoryty spadają na Ziemię, wszyscy odpowiadają na Wezwanie. Są zmuszeni porzucić swoje dotychczasowe życie i walczyć o przetrwanie. Niektórzy nie mogli się tego doczekać, inni nienawidzą gry. Nie do nich jednak należy wybór. Zabijają się nawzajem, zawiązują sojusze, zakochują się w sobie i zdradzają.


Jesteśmy ludźmi. Mamy jedno życie i powinno się je szanować. Dlatego zabijanie musi być przemyślaną, świadomą decyzją.


Muszę przyznać, że historia wciągnęła mnie bardziej, niż się tego spodziewałam. Nie odniosłam wrażenia, że to głupiutka młodzieżówka, gdzie prym wiedzie zakochana para ratująca świat, choć i takiej nie brakło. Sara, jedna z uczestniczek, która wcale nie pragnęła nadejścia Endgame, zawiązuje sojusz z Jago - ramię w ramię szukają Klucza Ziemi, który jest pierwszym krokiem do zwycięstwa. Za Sarą jednak podąża jej chłopak, Christopher, który o toczącej się grze wie naprawdę niewiele. Brzmi jak kłopoty? Owszem, i przyznam szczerze, że ta trójka to moi ulubieńcy. Zakończenie ich historii nieźle mnie zszokowało, nie tego się spodziewałam!

Tym, co odróżnia Engame od innych książek tego typu, to bardzo widoczny dystans autorów do kreowanego przez nich świata. Trudno było mi utożsamić się z którymś z bohaterów (choć śmierć każdego przyprawiała mnie o drżenie podbródka), bo ich się po prostu nie da lubić. Taka grupka świrów, którzy wykonują polecenia kosmitów. I przyznam, że nadaje to smaku całej historii. Jest oryginalna. I naprawdę wyróżnia się pod każdym względem. Nawet układ graficzny jest zupełnie inny od tego, do którego przywykliśmy: tekst niewyjustowany, liczby zapisywane cyfrowo, obrazki, wykresy. Wszystko po to, by nam, czytelnikom, ułatwić rozwiązanie zagadki. Bo tajemnica zawarta jest na kartach książki. Można wygrać 500 tysięcy dolarów, uwierzycie? Ale to zagadka nie dla Fenko, czuję się zbyt głupia - ale Autorów podziwiam.

Czy polecam sięgnąć po Endgame? Tak. Mnie wciągnęło już od pierwszych stron. Różnorodne postaci, dużo akcji. Nawet ta kosmiczna otoczka zdaje się być niesamowicie realna. Minusem jest spora liczba bohaterów - dla mnie problemem było zapamiętanie i rozróżnienie ich wszystkich, co wcale nie zmienia faktu, że było mi żal, gdy ginęli. Nie mylcie Endgame z Igrzyskami śmierci! To żadna kolejna podróbka. To coś nowego. Nie mogę się doczekać kolejnych części!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.