poniedziałek, 10 listopada 2014

Seria całkiem niefortunnych zdarzeń

Tytuł: Seria niefortunnych zdarzeń
Rok produkcji: 2004
Czas trwania: 103 min

Krótko o filmie:
Seria niefortunnych zdarzeń to ekranizacja książkowej serii dla dzieci autorstwa Lemony Snicketa. Trójka dzieci (Wioletka, Klaus i Słoneczko) zostaje osierocona, gdy ich rodzice giną w pożarze domu. Od tej pory opiekę nad nimi przejmują kolejni opiekunowie. Za rodzeństwem niestrudzenie podąża hrabia Olaf, który pragnie za wszelką cenę przejąć majątek, jaki rodzice pozostawili trójce bohaterów.

~*~

Kiedy Fenko była mała, a było to dawno temu, jej rodzice postanowili wybrać się do kina na film, a raczej bajkę. Zważając na fakt, że Królowa była wtedy dorastającą księżniczką i nic poważnego nie było wskazane dla jej młodych i niewinnych oczu, fenkowi rodzice wybrali Iniemamocnych zamiast Serii niefortunnych zdarzeń i tak oto Fenko przez dziesięć lat żyła w nieświadomości, co ją ominęło. Aż do dziś.

Jest długi weekend - jest impreza, jak mawia Fenko. Na film natknęła się przypadkiem i od razu zaczęła oglądać. Teraz może z ręką na sercu przyznać, że był to miło spędzony czas. Bo oto ekranizacja niezwykle pozytywnie ją zaskoczyła!

Aktorzy to pierwsze, co zasługuje na uwagę. Nieoceniony Jim Carrey w roli złego Hrabiego Olafa - miodzio! Pozostałym głównym bohaterom też niczego nie można odjąć. Mimo ich młodego wieku, całość wypadła świetnie. Moim ulubieńcem jest Słoneczko, mała dziewczynka, która mówić jeszcze nie umie i z rodzeństwem porozumiewa się chrząknięciami, a poza tym uwielbia gryźć. Wszystko. Na Wioletkę (cudowną wynalazczynię wszelkich wynalazków) i Klausa (książkowego mola) też miło się patrzyło! Dzieci musiały radzić sobie same, gdy Olaf próbował je zabić, patrzyły na śmierć swoich opiekunów, a Wioletka została nawet zmuszona do małżeństwa ze złym hrabią.


Ten film to ekranizacja trzech części książkowej serii Lemony Snicketa. Swego czasu czytałam co niektóre z nich i ta niefortunna historia bardzo mi się podobała. Doszły mnie słuchy, że dzieło tego autora ma trafić na mały ekran, co mnie osobiście bardzo cieszy.

Myślę, że to super film dla dzieci, a i ja, dorosła Królowa Książkowego Królestwa, wcale się przy nim nie nudziłam. Jedyny minusik to ten, że niektóre kwestie, jak mi się wydaje, nie zostały wyjaśnione i w głowie rodziły mi się wciąż kolejne pytania, ale nie sądzę, by dzieciom to przeszkadzało.