niedziela, 2 listopada 2014

Zagrajmy w dzikie karty

Autor: George R.R. Martin
Tytuł: Dzikie karty
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron: 650



Krótko o książce:
II wojna światowa właśnie się skończyła. Tymczasem na Ziemi ląduje statek, z którego wysiada Tachion. Przybysz z obcej planety próbuje ostrzec ludzi przed wirusem dzikiej karty, który został stworzony gdzieś daleko w kosmosie za sprawą rodzinnych porachunków, po czym wysłany na Ziemię w celu sprawdzenia jego skuteczności. Dzikie karty to wirus groźny i nieprzewidywalny. Może uczynić cię Asem, kimś w rodzaju superbohatera - lub superłotra, jeśli zdecydujesz się użyć swoich nowo nabytych mocy do niecnych celów. Możesz też wylosować dżokera i stać się kaleką albo umrzeć. Dzikie karty opowiadają o losach tych wszystkich, którzy mieli nieszczęście zetknąć się z wirusem.

~*~

Kiedy zobaczyłam nową książkę Autora Gry o tron, od razu wyciągnęłam po nią rączki. Swoją przygodę z tym pisarzem chciałam rozpocząć od jego bardziej znanego dzieła, ale stwierdziłam - dlaczego nie?

 Po wybuchu dzikiej karty ludzie zyskują najróżniejsze zdolności. Potrafią latać, znikać, zamieniają się w pół-zwierzęta, pół-ludzi, oddychają pod wodą... Na innych spada przekleństwo: umierają, wykrwawiają się, wbrew własnej woli odczytują myśli innych ludzi... Niektórzy, tak jak Croyd, każdego dnia budzą się z innymi zdolnościami.

W środę, w połowie września, obudził się jako ciemny blondyn średniego wzrostu i budowy, o gładkiej cerze, bez jakichkolwiek objawów syndromu dzikiej karty. Przeprowadził serię prostych testów, które zwykle ujawniały ukryte zdolności. Tym razem nie wykrył niczego szczególnego.

Na dodatek wkrótce rozpoczyna się polowanie na tych dotkniętych wirusem. Tachion, który po wylądowaniu na Ziemi jest jedynym specjalistą od dzikiej karty i leczy chorych, staje się celem - żąda się od niego wydania listy nazwisk wszystkich Asów.

Dzikie karty mają być serią, więc ta część to z pewnością nie koniec wrażeń. Nie mogę odmówić temu znanemu Autorowi dobrych pomysłów. Książka jest w pewien sposób oryginalna, bez wątpienia. Jeśli jednak chodzi o moje odczucia... czuję się totalnie zdezorientowana.

Nie dowierzałam, kiedy inni czytelnicy mówili mi, że pan Martin pisze w sposób bardzo skomplikowany, czego doświadczyli już podczas Gry o tron. A teraz przyznaję, że bardziej rozbudowanej i skomplikowanej książki nie czytałam, choć to już inne jego dzieło. Bohaterów jest tu tak wielu, że nie miałam najmniejszych szans zapamiętać ich wszystkich, a już na pewno nie rozumiałam, co miał wspólnego jeden z drugim, kiedy nagle pojawiali się w tej samej scenie. Absolutna dezorientacja. Całość została przedstawiona w tak złożony sposób, że mózg mi się wyłączył już po kilku rozdziałach. Do tego niezbyt przystępny język i jak dla mnie, mało plastyczny.

Z drugiej strony to wszystko świadczy o wielu interakcjach pomiędzy postaciami. Pomysł został na pewno dobrze przez Autora przemyślany. Osobiście uważam jednak, że to pozycja dla wytrwałych. Dla wytrwałych i bardzo oddanych fanów gatunku fantasy. 


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.