piątek, 19 grudnia 2014

World War Z - ostatnia wojna

Autor: Max Brooks
Tytuł: World War Z
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2006
Stron: 538



Nie mają prezydenta, którego można by im zabić, ani bunkra najwyższego dowództwa, który można by zniszczyć precyzyjnym uderzeniem. Każdy zombie jest jednoosobową, autonomiczną, samowystarczalną armią, i to najlepiej oddaje prawdziwą naturę tego konfliktu.


Po przeczytaniu tej pozycji Fenko pozwoliła sobie na chwilę refleksji: co sprawiło, że zombie stało się tak popularne? Czy wyczerpały się już wszystkie apokaliptyczne tematy, że autorzy zaczęli sięgać do zaświatów? Tak czy inaczej, zachęcona Przeglądem Końca Świata, sięgnęłam po World War Z.

Reportaż o wojnie? Trzepnijcie mnie, jeśli tylko dla mnie brzmi to śmiertelnie poważnie. Autor wpadł na świetny pomysł i świetnie go zrealizował. Akcja rodem z horrorów plus dziennikarska relacja, niezłe połączenie. Dziennikarskie relacje mają jednak to do siebie, że bywają zabójczo nudne. I wybaczcie mi śmiałość, ale odniosłam wrażenie, że i w tym wypadku książka zawiera trochę przynudzania.


 Reporter zbiera relacje osób, które przeżyły wojnę z zombie. Jest to seria wywiadów, w których uczestnicy Wielkiego Kryzysu opisują swoje przeżycia, począwszy od natknięcia się na pacjenta zero w Chinach, aż po ostateczne rozwiązanie kwestii zombie. Relacje obejmują osoby z całego świata.

To dla Was nic nowego, że Fenko zawsze znajdzie dziurę w całym, ale mimo że ta pozycja to świetne połączenie gatunkowe (naprawdę świetne), to w ogóle mnie nie wciągnęła. Nie jest to książka do przeczytania w jeden wieczór. Napisana z zabójczą, wybaczcie sarkazm, powagą, choć traktująca o czymś zupełnie absurdalnym. Jednym słowem, dziwna - co nie oznacza, że dla wszystkich zła. Podzielone opinie mają to do siebie, że istnieje spora szansa, iż właśnie Ty, czytelniku, znajdziesz się w gronie osób zachwyconych ową pozycją.

Strach jest najwartościowszym tworem we wszechświecie.

Przyznaję, że te wszystkie opisy atakujących umarlaków, nawołujących się na przestrzeni wielu kilometrów, ruszających w stronę opowiadającego posuwistym krokiem, szczękających zębami, jęczących, śliniących się i gryzących, wywoływały u mnie dreszcze. A niech to! Co w tym fascynującego, że jakiś człekopodobny stwór chce ci odgryźć rękę? Ohydne, ale przerażająco realistyczne, trzeba przyznać.

Obawiałam się, że książka będzie niekończącą się relacją bez jednoznacznego zakończenie, ale moje wątpliwości okazały się, ku mej radości, nieuzasadnione. Na szczęście jest to pozycja, która traktuje również o zwyczajnych ludziach, którzy w szczytowym momencie swego życia byli zmuszeni zmierzyć się ze swoimi demonami.  

Moja niewyrośnięta fascynacja zombie nie będzie mieć chyba okazji dojrzeć. W dobie książek mających niewiele wspólnego z literaturą zombie powinno pozostać w sferze rozrywki, i to w większości tej dla młodzieży (a wszyscy wiemy, jak nam się kojarzą młodzieżówki). World War Z to pozycja napisaną z powagą godną prawdziwej relacji, ale wciąż traktująca o czymś, co nigdy się nie zdarzy - a więc pozostaje w sferze (nieprzyjemnych) marzeń.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.