poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dary Anioła po raz piąty



Fenko jak zwykle w tyle. Wszyscy czytają część szóstą (i, na szczęście, ostatnią zarazem), a Królowa z niemałym poślizgiem bierze się za biblioteczną zdobycz - Miasto zagubionych dusz, numer pięć Darów Anioła. Jestem przygotowana na ostry lincz ze strony fanów tej serii, a to dlatego, że nie mam wiele dobrego do powiedzenia (wszystko, co dobre, można by ująć w recenzjach poprzednich części). Miasto zagubionych dusz nie dostarczyło mi żadnych wielkich przeżyć. Ot, kolejne przygody tych samych bohaterów. Wszystko utrzymuje się na tym samym poziomie - Autorka na pewno nie dała mi odczuć, że seria zbliża się ku wielkiemu końcowi.


W wielkim skrócie: Jace tworzy z Sebastianem, demonicznym bratem Clary, całkiem udany duet. Ich dziwna przyjaźń rozkwita. Clary, przekonana, że jej ukochany znajduje się pod wpływem potężnego zaklęcia (Jace przy zdrowych zmysłach nie spoufalałby się przecież ze swoim największym wrogiem), postanawia dołączyć do ich szczęśliwego klubu i wyrwać Jace'a ze szponów Sebastiana.

Szczerze powiedziawszy, większe emocje dało się odczuć czytając trzecią część tej serii. Dla mnie cała sprawa z biblijnymi odniesieniami była przejawem niejakiego geniuszu. Każda kolejna pozycja to już, moim zdaniem, zbyt wiele. Skoro musiały powstać, powinny zostać zamknięte w jednym tomie opatrzonym wyraźną informacją, że to dalsze losy bohaterów, a nie integralna część całej serii. 

Nie można zaprzeczyć, że każda postać jest inna, ich losy świetnie się ze sobą przeplatają i łączą ich dość skomplikowane relacje, a do tego to wszystko zostało nieźle przemyślane. Ale to wszystko mogłam powiedzieć o pierwszych trzech częściach, a powtarzać się nie lubię. W części czwartej i piątej Autorka spuściła z tonu, opadły emocje. Nie zostałam niczym zaskoczona. Pozostał tylko sentyment do bohaterów i ciekawość, co się z nimi stanie. Właściwie jestem zaskoczona, że udało mi się napisać o tej książce tak długą recenzję - bo choć jest miłą lekturą, nie wywołała u mnie zupełnie żadnych przemyśleń.