poniedziałek, 26 stycznia 2015

Mała historia w wielkiej oprawie


O Amsterdamie wiem tyle, co nic - kojarzył mi się zawsze z wyuzdaną wolnością. Nie sądziłam, że moje skojarzenia są tak bliskie temu, o czym traktuje Miniaturzystka. To historia młodej dziewczyny, Nelli, dla której ślub z bogatym kupcem, Johannesem, to szansa na wyrwanie się z wiejskiej ciasnoty i długie, cudowne życie. Ale co, jeśli to cudowne życie nie nadchodzi, a małżeństwo zamyka drogę do szczęśliwego matkowania? Co, jeśli rodzina, której częścią się stajesz, skrywa więcej tajemnic, niż jest w stanie unieść twoje osiemnastoletnie serce?

Kiedy zobaczyłam to grubaśne tomisko, pomyślałam, że będę się z tym męczyła przez tydzień, bo Wasze pozytywne recenzje na pewno były przesadzone. Ostatecznie połknęłam Miniaturzystkę w dwa dni, dziwiąc się gdzieś po drodze, że przeczytałam tyle w tak krótkim czasie, choć rozkoszowałam się każdym zdaniem.

Nella nie czuje się w nowym domu najlepiej. Johannes jest tak zajęty interesami, że od dnia ślubu nie raczył spełnić swojego małżeńskiego obowiązku, a jego siostra, Marin, traktuje Nellę bardzo ozięble, nabijając jej przy pierwszej okazji siniaka. Tymczasem tajemnicza miniaturzystka zaczyna przysyłać niesamowite upominki - maleńkie podobizny domowników, które świadczą o tym, że ich twórczyni sporo wie o życiu ich prototypów, a nawet ich przyszłości. Nella powoli odkrywa sekrety trzymane dotąd pod kluczem - sekrety wielkie i niebezpieczne. Co będzie, jeśli świat również je ujrzy?

Niewiele mogę Wam powiedzieć o fabule, nie zdradzając najlepszych momentów, więc nie powiem nic więcej. Akcja toczy się tu powoli, ale wcale nie oznacza to nudy. To historia idealnie wyważona, napisana językiem przystępnym i pięknym zarazem. Znalazłam co najmniej trzy momenty, które totalnie mnie zaskoczyły i sprawiły, że nie odłożyłam książki, dopóki jej nie skończyłam.

Najtrudniej jest mi ocenić bohaterów. Nie jest ich zbyt wielu i żaden czytelnik nie powinien mieć problemów z rozróżnieniem ich, ale raczej nie są wykreowani z tą szczególną gracją, z jaką napisano całą tę powieść. Gdybym miała powiedzieć coś o Nelli, wystarczyłyby mi dwa zdania. Nie poczytuję tego jednak za wadę. To historia, z którą naprawdę warto się zapoznać.

Rozczarował mnie fakt, że istnienie tajemniczej miniaturzystki i jej dar wnikania w ludzkie dusze tak naprawdę nie zostały wyjaśnione. W ogóle powinnam przyznać, że spodziewałam się bardziej rozbudowanej i skomplikowanej historii. Bo tak naprawdę jest to dość mała historia, tylko w wielkiej oprawie. Ale jednocześnie świetnie napisana książka. Z gatunku tych, które przypominają nam, dlaczego zakochaliśmy się w czytaniu, mówi nam okładka. Królowa to potwierdza!


Za cudowną lekturę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu