niedziela, 18 stycznia 2015

Podwójnie i... po polsku?


Fenko już postanowiła: pozna lepiej polskich autorów. Koniec z ciemnotą i ignorancją, nasz język jest piękny, a Polacy też swoich twórców mają. Na dodatek wcale nie gorszych od tych z zagranicy! Jak wypadło moje pierwsze w tym roku spotkanie z rodzimą literaturą? Zapraszam Was na podwójną recenzję!


Nigdy dotąd nie próbowałam recenzować dwóch książek naraz, ale w tym wypadku wydaje mi się to naturalną koleją rzeczy. Pozycje łączy bardzo podobna tematyka - zagubione dzieła sztuki, intrygi, mroczna przeszłość bohaterów - ale niech Was nie zwiedzie ten opis. Atmosfera tych lektur różni się tak diametralnie, że nigdy nie domyśliłabym się, że to dzieła tej samej Autorki! Ale po kolei...


Porwania, tajemnice przeszłości, pokoje z tajnymi przejściami oraz oczywiście piękna kobieta i niezwykle przystojny mężczyzna - znajdziecie tu prawie wszystko. Prowadzący agencję detektywistyczną Lucas podczas jednej z akcji poznaje Chelsea. To ona pomaga jemu i jego rannemu przyjacielowi. Spotkanie zdaje się być całkiem przypadkowe, jednak Lucas powoli odkrywa, że problemy Chelsea, którą ktoś gnębi telefonami, to po części i jego problemy... 

Spodobał mi się sposób, w jaki losy bohaterów zostały połączone. Fenko przyzna nieśmiało, że Lucasa polubiła dosłownie od pierwszej strony, co rzadko jej się zdarza. I choć postaci wydają się zbyt idealne i przerysowane, swojska atmosfera tej lektury wciąga czytelnika. To prosta, choć pełna tajemnic historia, którą z powodzeniem można przeczytać w wieczór lub dwa. Akcja toczy się szybko, więc czasu na nudę na pewno nie ma. Dostrzegłam jednak drobne nielogiczności. I bardzo żałowałam, że z niektórymi niespodziankami Autorka wyskakiwała zbyt nagle, nie budując ku nim podstaw (jakkolwiek zaskakujące były).

Dla dorosłych czytelników, którzy sporo wymagają i wiedzą, czego oczekiwać od książki, ta pozycja będzie rozczarowująca. Ale dla młodszych czytelników może być niezłą gratką.



To zupełnie inna bajka! Atmosfera i język są całkiem inne niż w Goniąc cienie. Ta pozycja to pełnowymiarowa historia z wieloma bohaterami, których losy łączą się i przeplatają - książka o dużym potencjale. Tym razem poznajemy losy Garry'ego, którego zadaniem jest odnaleźć posążek skradziony z muzeum. Pracę utrudnia mu uczucie do nieśmiałej Kate, która z zaginięciem artefaktu zdaje się mieć wiele wspólnego. Co łączy słodką, niewinną dziewczynę z włoskim mafiosem?

Przyznam, że miejscami miałam problemy ze zrozumieniem całości. Może nie wszystko było zbyt klarowne (utrudnienie stanowiła też spora liczba postaci), a może to tylko moje odczucie? Tu jednak jest więcej do chwalenia niż w Goniąc cienie. Widać, że Autorka sięgnęła po fachową wiedzę, by scalić tę historię. Każdy z bohaterów, jakkolwiek wciąż mało rzeczywistych i wyidealizowanych, ma swoją przeszłość. Całkiem sprawnie się to wszystko łączy. Pierwszą połowę czytało mi się ciężko, ale już w drugiej przepadłam. Muszę zaznaczyć, że nigdy nie lubiłam tematyki wschodniej - Japonia, sztuki walki i inne kung-fu - ale po tej lekturze zapragnęłam dowiedzieć się więcej! Czekajcie tylko, aż Królowa stanie się przebiegłym ninja i zacznie fikać w rytm bojowych okrzyków.

  ~*~*~

Z tych dwóch książek do rekomendacji zdecydowanie wybrałabym Zdążyć przed świtem. Był tu jeden moment, którego totalnie nie przewidziałam i wydaje mi się, że zaskoczyłby i Was. Jest też jednak całkiem spora lista rzeczy, które Fenko może obu pozycjom zarzucić: perfekcyjne postaci, miejscami brak realizmu i bardzo podobne motywy w obu książkach. Ale przede wszystkim....

...to zupełnie zamerykanizowane historie! Mam wrażenie, że polscy Autorzy wstydzą się osadzać swoje powieści w polskich realiach i tworzyć polskich bohaterów. Uważają to za nieatrakcyjne. Tylko kto będzie wspierał naszą literaturę? Amerykańska pomocy z pewnością nie potrzebuje :)


Za lektury serdecznie dziękuję Autorce!