poniedziałek, 23 lutego 2015

Inżynier dusz


Niesamowita okładka i równie niesamowite wnętrze. Psychopata, który opowiada psychologowi o swoim życiu. Psycholog, który boi się własnego pacjenta. Piękny język i wyraziste sylwetki psychologiczne postaci. Inżynier dusz z pewnością wyróżnia się na tle innych książek.


Właściwie wszystko, co powinniście wiedzieć, ujęłam we wstępie - te kilka zdań wystarczy, by wiedzieć, że trzeba sięgnąć po tę książkę. Dla cierpliwych jeszcze kilka słów wyjaśnienia.

Niclas jest makijażystą zmarłych. Lubi swoją pracę. Lubi przebywanie ze zmarłymi. Łączą go dobre kontakty z państwem Bursche, u których wynajmuje pokój. Z ich córką, Amandą, również. Jednak pewnego dnia Amanda, która podkochiwała się w przystojnym współlokatorze, umiera, a zaraz potem jej rodzice. Niclas ucieka od popełnionej zbrodni, jednak każde miejsce, w którym się zatrzyma na dłużej, jest naznaczone śmiercią.

Ta książka to wielki, poetycki niemal opis życia głównego bohatera. Poznajemy go od podszewki, a jednak tak naprawdę nie znamy go wcale. Bo czy można zrozumieć psychopatę? Śledząc losy Niclasa, staramy się zrozumieć, co uczyniło go takim człowiekiem. To wędrówka po meandrach ludzkiej psychiki, ale nie brakuje tu wcale fabuły i całkiem żywych scen.

Oryginalny styl od razu przykuwa uwagę. Gonitwa myśli bohatera, dziwna ulotność i chaotyczność, a jednak poezja sama w sobie. Tego nie zapomnicie na pewno! Dla niektórych może być to jednak przeszkodą. Nie czyta się tego łatwo ani szybko - zrozumienie niektórych rzeczy jest trudne po jednokrotnym przeczytaniu. A jednak to jedna z tych pozycji, które zostają nie tylko na półce, ale i w pamięci.

Inżynier dusz to przede wszystkim uczta językowa i gratka dla lubujących się w bohaterach, którym można dosłownie wejść do głowy. Poczujecie woń śmierci. Pokochacie ją.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Novae Res