niedziela, 22 lutego 2015

Kroniki Amberu


Kto z nas nie lubi potężnych tomów? Fenko, 600 stron i fantastyka - tylko czytać! Ten gatunek zawsze lubiłam, przynajmniej do czasu, gdy sięgnęłam po Kroniki Amberu. Roger Zelazny jest autorem wszędzie wychwalanym. Jak mogłoby mi się nie spodobać? A jednak wyszłam z tej przygody troszkę pokiereszowana.

Świat Amberu i Dworce Chaosu to jedyne rzeczywistości. Wszystkie inne, również nasza Ziemia, to Cienie, nierzeczywiste wymiary. Corwin budzi się w szpitalu, nie pamiętając, kim jest i co się z nim stało. Udaje mu się dotrzeć do siostry. W jej domu powoli układa swoją historię w całość - jest księciem Amberu, który od setek lat żyje na Ziemi, i ma braci, którym nie może ufać. Powrót do królestwa oznacza dla niego śmierć. Postanawia jednak podjąć ryzyko i zawierając sojusz z jednym z braci, rusza, by odebrać tron Ericowi.

Już od pierwszych stron czułam, że to nie będzie łatwa przeprawa. Zgrzytało mi coś w stylu, ale szybko do niego przywykłam i starałam się nie zwracać uwagi na dziwną szczegółowość w obrazowaniu rzeczywistości (to zdarzyło się po dwóch minutach, a tamto po sześciu, a to zrobiłem, znajdując się dokładnie trzy metry pod wodą). Przy pięćdziesiątej stronie zaczęłam wymiękać, ale dzielnie brnęłam dalej.

Moja czepliwa natura już na wstępie wyłowiła błąd logiczny - skoro Corwin nie pamiętał, kim jest on i jego rodzina (w ogóle nic nie pamiętał), to skąd, kurka wodna, wiedział, że nie widział siostry od lat? Nie zostało to w żaden rozsądny sposób wytłumaczone, a ja czytałam ten fragment dwa razy, próbując wyłuskać jakąś ukrytą informację.

Nie dostrzegłam pisarskiego kunsztu, ale pomysł jest z pewnością rozbudowany. Całe mnóstwo bohaterów, mniej lub bardziej się od siebie różniących, ale większość nie wybijała się na tyle, bym zapamiętała ich do kolejnego spotkania. Długie, niezwykle wlokące się sceny (jak podróż do Amberu) przeplatały się z całkiem przyjemny i ciekawymi epizodami.

Zauważyliście, że opasłe tomy nigdy nie są oceniane bardzo źle? Ostatecznie muszą coś zawierać, skoro wykorzystano do ich druku tyle papieru. Kroniki Amberu z pewnością zawierają wiele, ale niestety, ten rodzaj fantastyki zupełnie nie pobudził mojej wyobraźni. To pozycja dla prawdziwych fanów autora i znawców tego gatunku.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu  Zysk i S-ka