poniedziałek, 2 lutego 2015

Na Czarnym Lądzie


Kto nie czytał przygód Tomka, bohatera Alfreda Szklarskiego, a zwłaszcza jego poczynań na Czarnym Lądzie, ten niech się nie przyznaje! Macie okazję nadrobić zaległości, zgłębiając razem ze mną i Feliksem świat kobiet w Afryce. Fenko zawsze lubiła takie klimaty. A co wyniosła z tego spotkania?


Niewiele. Czuję się niesamowicie rozczarowana tą skromną pozycją. Feliks wyjeżdża z komunistycznej Polski, zostawiając w kraju swoją Dzidzię (wbrew temu, co Wam się nasuwa na myśl, to jego żona) i zaczyna poznawać dziki ląd. Inna kultura, inne choroby, inni ludzie. Polak w buszu, dosłownie.

Pierwsze, co przykuło moją uwagę, to styl. Zupełnie nie przypadł mi do gustu. Większą frajdę niż czytanie (choć czwartą część lektury przyswoiłam z niejakim zainteresowaniem, spodziewając się, na próżno, że będzie coraz lepiej) sprawiło mi oglądanie zdjęć. To naprawdę miłe urozmaicenie. 

O kobietach jest tu mniej, niż się spodziewałam. Wiem, to cieniutka pozycja i nie mogę zbyt wiele wymagać, ale właśnie zrozumiałam, dlaczego tytuł książki jest tak ważny. W tym wypadku odniosłam wrażenie, że zupełnie nie odzwierciedlał zawartości lektury.

Kobiety afrykańskie poznajemy jako istoty naprawdę twarde. To one wychowują dzieci, a co więcej, wychowują je i pracują jednocześnie. Widok kobiety targającej na głowie wielkie ciężary, a na plecach dziecko to codzienność. Poznajemy też kapłanki, młode dziewczyny i prostytutki, które próbują zarobić na swoją edukację. Życie w Afryce z pewnością nie rozpieszcza.

Na przekór wszystkiemu, najbardziej zainteresowały mnie fakty wcale niezwiązane z kobietami. Na przykład: krowa to majątek. I mleko da, i tytoń (to nawet całkiem ekologiczne, suszyć krowie odchody i potem je palić). Z mlekiem to też nie taka prosta sprawa - dzieci umierają z niedożywienia, ale mleka nie wolno im tknąć. Religia. Wiara odgrywa tu naprawdę wielką rolę, zwłaszcza jeśli ludzie z jej powodu zaczynają się nawzajem zabijać. Części ciał albinosów - prawdziwa rzadkość - są przerabiane na amulety przynoszące szczęście. Rodzice okaleczają własne dzieci, bo tylko kaleki wzbudzają litość i są w stanie coś wyżebrać. Ale najbardziej zszokował mnie opis trędowatych, którym odpadają palce, a oni nawet tego nie czują. Moja fascynacja Czarnym Lądem chyba właśnie się skończyła. To nie dziki kraj, pełen pięknych obyczajów i rytuałów, ale siedlisko biedy i śmierci.
Muszę przyznać, że w ogóle nie czułam potrzeby brnięcia dalej, czytanie troszeczkę mnie męczyło. Gdyby ta książeczka została napisana jako autobiografia lub pozycja podróżnicza, bez wyimaginowanych bohaterów i wymyślonych sytuacji, w których muszą się znaleźć, by odkryć kolejny sekret Afryki, byłaby o wiele ciekawsza.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Psychoskok