środa, 4 lutego 2015

Nie zgub dziewczyny!


Lubię książki, w których Autor bawi się z czytelnikami. Podsuwa im na talerzu wskazówki, które wcale nie przybliżają do prawdy, ale mnożą zagadki. Prowadzi ich tam, gdzie niczego nie znajdują. A za kulisami rozgrywa się prawdziwa historia. Dzisiaj o Zaginionej dziewczynie, która weszła na ekrany kin i całkiem o niej ostatnio głośno. Ale najpierw przestroga dla każdego faceta: nie zgub swojej dziewczyny. Może się okazać, że wyniknie z tego niezła... zabawa.

Początkowo ta pozycja nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Spora część książki to pamiętnikowe wpisy Amy i Nicka o ich codziennym życiu. Ciągnęło się to przez jedną trzecią tej lektury (a przy takim tomie to nie lada wyzwanie), a ja czułam się totalnie rozdrażniona, bo przyswajanie takiego stylu pisania wcale nie sprawiało mi przyjemności.

Później zrobiło się o wiele ciekawiej. Amy, jak co roku, przygotowała na piątą rocznicę swojego ślubu wskazówki, które miały doprowadzić Nicka do prezentu rocznicowego. A potem znikła. Tymczasem  niewinny z pozoru Nick zaczął zachowywać się jak ktoś, kto ma sporo na sumieniu. Morderczy uśmieszek przed kamerami, brak łez w obliczu zaginięcia ukochanej żony, aż w końcu na jaw wyszedł pewien nieprzyjemny sekret. A na koniec odnaleziono pamiętnik Amy, która najwyraźniej bała się porywczego męża.

Okazało się, że jeśli poznajemy historię w narracji pierwszoosobowej, z punktu widzenia samych bohaterów, wcale nie oznacza to, że wiemy o nich wszystko. Bo oto wychodzi na jaw, że to, co dotąd przeczytaliśmy, było wielką mistyfikacją. Godne podziwu jest to, że każdy szczegół pasuje i każdy został wykorzystany.

Najlepsza część tej książki to sylwetki psychologiczne bohaterów. Wchodzimy w głowę potencjalnego mordercy i potencjalnej ofiary. Wyrafinowane zło, wielka intryga. Nasuwało mi się na myśl jedno pytanie - czy ktoś rzeczywiście byłby zdolny zrobić coś takiego? Coś tak niemal doskonałego?

I tu, jak w wielu przypadkach, nadchodzi niejakie rozczarowanie. Książka ma wielki potencjał (mówiąc wielki, mam na myśli również gabaryty tomu), ale końcówka nie spełniła moich oczekiwań. Ta historia do ostatnich stron mogła być przejawem geniuszu, a jednak nie do końca była. Spodziewałam się wielkiego triumfu pokrzywdzonych nad winnymi lub odwrotnie. Cóż, coś na kształt triumfu było, ale wielkim bym go nie nazwała. 

Nie jestem rozczarowana lekturą - to jedna z tych książek, którą najlepiej czyta się w środku, nie myśląc o kiepskim początku i końcu. A jednak wielka szkoda, że Autorka nie wykorzystała całego potencjału tej genialnej historii.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Burda Książki