czwartek, 19 lutego 2015

O Bogu i przyszłości

Dziś zaserwuję Wam podwójną recenzję. Powyższe książki tematycznie mają ze sobą niewiele wspólnego, choć obie w jakiś sposób skłaniają czytelnika do refleksji. Postanowiłam je połączyć, bo obie nieco mnie zawiodły. Czas i nieskończoność Mirosława Kozłowskiego i Korporacja 13 Zbigniewa Kazimierza Siatkowskiego.


Fizyk mówiący o Bogu? To wydało mi się ciekawe. Nauka od lat próbuje swoich sił w sferze duchowości, a mnie nie zdarzyło się jeszcze czytać wywodów naukowca, który cały wszechświat postrzega jako twór Jednej Istoty. Autorska przedmowa bardzo mnie zachęciła - prosty język, ciekawy styl i sposób myślenia. To jest to, pomyślałam, książka dla każdego. Jednak ledwo zaczęłam właściwą część, dopadło mnie rozczarowanie. Ale o tym za chwilę. Czego możecie spodziewać się w tej pozycji?

Autor przedstawił świat zmieniający się na przestrzeni wieków - pojawiające się i znikające priorytety, rosnący ateizm, utrata wartości. Swoje teorie popierał, cytując najróżniejszych twórców i naukowców, próbując wykazać, że wszystko zaczęło się od Jednego Bytu. Bardzo często odnosiłam wrażenie, że za bardzo generalizuje - książka zarówno na tym traciła, jak i zyskiwała, bo miałam ochotę kłócić się i poprawiać. Tutaj sposób przedstawiania myśli wcale nie jest już prosty i klarowny. Wymaga wysiłku umysłowego od czytelnika. Pojawiają się wzory, dużo wzorów. W tym miejscu musiałam odrzucić pierwsze dobre wrażenie i nanieść poprawkę: to nie książka dla każdego. Raczej pozycja dla fizyków, dosłownie.

Nie brakło jednak i ciekawostek. Zainteresował mnie podany przykład bliźniaków, z których jeden wyrusza w podróż w kosmos (z prędkością światła), a drugi zostaje na Ziemi. Po dwóch latach ten, który został, jest o dwa lata starszy, a ten, który wyruszył - starszy zaledwie o rok. Takie zagadnienia są bardzo ciekawe, jednak toną w morzu przedstawianych zawile poglądów i opinii. Poza rzadkimi anegdotami, książka jest mało zrozumiała dla przeciętnego człowieka, który nie ma pojęcia o prawach fizyki.

Wizje przyszłości. Jest ich dzisiaj pełno. Dystopie, antyutopie, apokalipsy. Korporacja 13 zyskała moje uznanie, bo Autor nie próbował na siłę umiejscowić akcji za granicą, a fabuła przedstawia się dość oryginalnie. Rok 2019, ludzie mieszkają w zamkniętym środowisku Korporacji, nie mając pojęcia o istnieniu życia na zewnątrz. Tutaj wszyscy dostają odpowiednią tożsamość. Nie wiesz, kim jesteś, dopóki ktoś ci tego nie powie.

W wypadku tej pozycji rozczarowanie przyszło szybciej, bo niemal od pierwszej strony. Bohaterów pojawiło się sporo, ale zostali wykreowani w sposób, który nazywam bezosobowym. Początkowo próbowałam to zrzucić na karb fabuły - sama tematyka narzuca istnienie postaci, które same nie wiedzą, kim są. Ostatecznie jednak człowiek to nie maszyna. Myśli, czuje i obserwuje. Różni się od innych. W zrozumieniu bohaterów przeszkadzała mi też ciągła zmiana narracji (choć zawsze ten zabieg lubiłam) i styl - językowo książka jest całkiem dobra, jednak brak tu dynamicznych dialogów, a fabuła, która wydawała mi się wyrazista, została przykryta płaszczykiem niezbyt klarownej narracji.

Ciekawiej zrobiło się dopiero później, kiedy przywykłam do bohaterów i na swój sposób ich polubiłam. Duet Grety i Krzysztofa, którzy nie mogli bez siebie żyć, choć się nie cierpieli, był moim ulubionym. Książka ma swoje przesłanie, ale zabrakło tu wprawy w realizacji naprawdę dobrego pomysłu i klarowności przekazu.

Jeśli sam nie widzisz w niczym sensu, to nie przeszkadzaj innym ten sens zobaczyć.


Za obie pozycje dziękuję Wydawnictwu Novae Res