niedziela, 8 lutego 2015

Sodoma - czyli wszyscy zginiemy


Uwielbiam książki, dla których inspiracją stała się Biblia (pewnie zboczenie z dzieciństwa, więcej - TUTAJ). Poza tym, kto z nas nie lubi katastrof? Och, my je po prostu kochamy! To jak, kto chce odwiedzić Sodomę i poczuć gniew Boży na własnej skórze?


Kiedy zaczęłam czytać Sodomę, byłam niezwykle podekscytowana myślą, że to książka polskiego autora. Już w pierwszym rozdziale przekonujemy się, jaki niesamowity świat stworzył. Claire jest jedną z wielu sierot wychowywanych w ośrodku, po opuszczeniu którego, jak się spodziewają, znajdą dobrych mężów i będą wiodły szczęśliwe życie. W świecie kontrolowanym przez władze, w świecie bez zasad (poza ekstremalną tolerancją) Claire poszukuje Boga. I w tym miejscu większość z nas zaczyna wzdychać, bo bohaterka szuka odpowiedzi w bibliotece (kto nie kocha książkowych moli).

Ale wkrótce wychodzi na jaw, że ośrodek dla sierot to nie szansa na lepsze życie, ale przedsionek piekła. Claire z powodu utraty dziewictwa zostaje skazana na śmierć i ucieka. Tu jej losy krzyżują się z losami Tola, którego zadaniem jest znaleźć w ciągu zaledwie kilku dni dziesięciu sprawiedliwych w mieście pełnym grzechu, inaczej współczesna Sodoma zostanie zniszczona.

Pierwszą część książki, którą poznajemy z punktu widzenia Claire, pochłonęłam za jednym zamachem. Ten nowy świat wciągnął mnie niesamowicie i spodziewałam się dosłownie ognistych fajerwerków na koniec. Warto sięgnąć po tę książkę chociażby dla tych stu stron.
 
Ale kiedy Claire zniknęła ze świecznika, zrobiło się jakoś mniej interesująco, choć właściwa akcja dopiero się rozkręcała. Tol odbył bliskie spotkanie z mewą, która przekazała mu proroctwo i zezwoliła na znalezienie sprawiedliwych, którzy ocalą miasto. Ta kluczowa scena wydała mi się śmieszna i jakby skopiowana żywcem z Biblii. Kolejne rozczarowanie. Odniosłam wrażenie, że Autor nie zdobył się na wysiłek, by uczynić to spotkanie oryginalnym i wnieść trochę świeżości do biblijnej inspiracji. Później też nie brakowało pompatycznych, pozbawionych realizmu scen, a poszukiwania sprawiedliwych okazały się zwyczajnie nudne. W połowie książki zupełnie straciłam zainteresowanie.

Muszę też zaznaczyć, że w całej tej wspaniałej otoczce sporym rozczarowaniem były niepolskie realia. Pod tym względem pozycja bardzo mnie zawiodła, zważywszy na fakt, jaka ucieszona byłam, widząc nazwisko polskiego Autora.

Za lekturę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.