niedziela, 15 lutego 2015

Ucz się, dziecko, ucz...


...bo nauka to potęgi klucz, czy tak to leciało? Dzisiejszy świat stwarza mnóstwo okazji do nauki. A w jeszcze większych ilościach wytwarza presję. Bo wciąż jest za mało. Umiesz zbyt małą ilość języków, zbyt ubogie masz słownictwo, nie znasz stolicy Finlandii, nie znajdziesz pracy, umiesz za mało, za mało, za mało... Kto w tym wszystkim pamięta o przyjemności uczenia się? Czy ktokolwiek z nas pamięta w ogóle, co to znaczy? Mnie udało się na kilka wspaniałych dni zapomnieć o presji. Przyswajałam wiedzę dla siebie. Tylko i wyłącznie dla siebie.



Jakie to wspaniałe uczucie, chcieć dowiedzieć się więcej o świecie, o swoim mózgu tylko dlatego, by dzięki zdobytej wiedzy móc przyswoić jej jeszcze więcej. Wszyscy mamy problem z zapamiętywaniem - kto nie załamywał rąk nad notatkami do egzaminu czy sprawdzianu, bo uczył się cały tydzień, a pamięta ledwo połowę? Jak wielu z nas w przypływie wielkiej, niezmordowanej motywacji zaczęło uczyć się języka, a po miesiącu niepowtarzania odkryło, że nic nie pamięta? Kto z tu obecnych potrafił w liceum obliczać logarytmy, a dziś, na studiach, ma problem z podliczeniem, ile wydał na zakupy? Fenko ze wstydem unosi łapkę w górę.

Dla mnie książka Sebastiana Leitnera Naucz się uczyć stała się niezłym motywatorem. Byłam niesamowicie podekscytowana, bo zrozumiałam, że im więcej wiem, tym jeszcze więcej mogę się nauczyć. Postanowiłam nawet przetestować to na sobie i znalazłam potwierdzenie we własnej głowie. Ludzki mózg jest studnią bez dna! Za prawdziwą inspirację uznałam rozdział poświęcony IQ. Autor twierdzi, że to kwestia wykształcenia, a także fantazjowania i szukania odpowiedzi - i podaje bardzo rozsądne argumenty. IQ można sobie wyrobić i nie jest to wcale zależne od wieku.

Większość z Was wie, że jeśli nic się nie zmieni, pewnego pięknego dnia zostanę nauczycielką języka obcego. Dzięki powyższej pozycji doszukałam się kilku naprawdę - naprawdę! - przydatnych wskazówek dla nauczycieli. W rękach psychologów spoczywa ogromna władza. Kształtują młode umysły, zachęcają do nauki lub pozostawiają niesmak na całe życie. Mój egzemplarz tonie w karteczkach, którymi pozaznaczałam najlepsze fragmenty.

A uczniowie? Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ja bardzo dokładnie zapoznałam się z ćwiczeniami na koncentrację i sposobami na efektywniejszą naukę. Za najbardziej przydatne narzędzie uznałam budzik, który ma nam pomóc skupić się na wkuwaniu przez określony czas. Znów przetestowałam to na sobie i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że zegarek przestał być dla mnie wreszcie symbolem uciekającego przez palce życia, wiecznego pośpiechu i chorób cywilizacyjnych.


Książka bardzo przystępnie wytłumaczyła mi też metodę używania fiszek. Kiedyś przyglądałam się im w księgarni i zastanawiałam, kto to kupuje. Dziś sama jestem gotowa dołączyć do grona nabywców, bo wiem, że warto. Nie sądziłam, że nauka może być tak efektywna, a rezultaty tak bardzo widoczne i motywujące.

Przede wszystkim, tych karteczek jest niesamowicie dużo. Ledwo mogłam je wyciągnąć, bo zostały ułożone niezwykle ciasno, a na samą myśl, że mogłabym rzeczywiście umieć tyle słówek w obcym języku, dostawałam oczopląsu. Cała rzecz skupia się na przegródkach, które tworzymy w pudełku na fiszki, bo to ono jest naszym polem walki. Słówka, które zapamiętaliśmy, przekładamy do dalszych przegródek, a te, które nam umykają, wracają do pierwszej półeczki.

Ważna rzecz, która zwróciła moją uwagę przy otwieraniu kartonu - deklaracja. Genialne! Przystępując do nauki, często zapominamy o tym, że nie wystarczy mieć odpowiedniej ilości materiałów i podsycać w sobie ogniska motywacji. Ważna jest jasna deklaracja, że nauczymy się tego, co zaplanowaliśmy, w określonym czasie. I niezłomne dążenie do tego. Wydawnictwo pomyślało nawet o tak pozornie nic nieznaczącym szczególe.

Przeglądając fiszki, próbowałam znaleźć jakąś wadę. Przydałaby się większa czcionka, myślałam, może słówka drukowane w różnych kolorach, wyjście idealne dla wzrokowców. Ostatecznie stwierdziłam jednak, że żadna zmiana nie byłaby wskazana. Dużą czcionkę trudno objąć wzrokiem, a kolorową łatwo zapamiętać, gubiąc przy tym samą treść słowa. A dla tych, którzy chcą zadbać o naukę wymowy, w środku znajduje się kod, dzięki któremu z łatwością pobierzecie nagrania MP3 ze strony internetowej.

Moją uwagę zwrócił sam zapis słówek. Na każdym kartoniku znajduje się słówko i przykład zdania z jego użyciem. Genialne do kwadratu! Jestem wielką zwolenniczką nauki poprzez utarte zwroty i frazy, bo dzięki temu mimochodem przyswajamy zasady gramatyki i rzeczywiście potrafimy stworzyć sensowne zdanie. Na wielu fiszkach znajdują się rysunki (a tam, gdzie ich nie ma, pomyślałam z diablikiem w oku, można je dorysować samemu!). Obok słówka jest sporo wolnego miejsca i chociaż zapewne nie był to zabieg zamierzony, mnie ogromnie się to spodobało. Zawsze, kiedy się uczę, gryzmolę coś, co w jednym prostym rysunku oddaje znaczenie treści, jaką wkuwam. To niesamowicie ułatwia sprawę!

Nie sądziłam, że istnieje jakiś względnie idealny sposób na naukę języka obcego. Fiszki to połączenie większości metod, które uważam za niezwykle skuteczne. I dostałam to wszystko na tacy, w jednym miejscu, bez potrzeby sięgania po dodatkowe materiały! Aby i Wam umożliwić skuteczną naukę, Wydawnictwo przygotowało słodką niespodziankę:

RABAT -30% 
na zakupy w sklepie www.fiszki.pl

kod: KROLOWAMOLI (aktywny do 15.03.2015r.)
*kod to zniżka od ceny detalicznej 
*kod nie działa na zestawy promocyjne


Gotowi chwycić byka za rogi? :)

Za możliwość zapoznania się z materiałami serdecznie dziękuję Wydawnictwu Cztery Głowy