środa, 25 lutego 2015

Zagubieni Chłopcy


Nowy, dziwny świat. Postaci prawie jak z bajek. Gang pełen niedojrzałych motocyklistów. Zanim sięgnęłam po książkę Jakuba Ćwieka, byłam pewna, że to nie moje klimaty. Ale niegrzeczni chłopcy pod opieką Dzwoneczka? Po prostu musiałam spróbować!



Tinka jest kelnerką i pewnego dnia widzi coś, co zupełnie przeczy ludzkiej logice. Grupa mężczyzn rzuca się na pewną kobietę i rozrywa jej ciało zębami. Życie Tinki ratuje Milczek, który za pomocą magicznego proszku zabiera ją do swojego domu - siedziby Chłopców, dorosłych, ale całkiem niedojrzałych. Pieczę nad nimi sprawuje Dzwoneczek - piękna dziewczyna, którą wszyscy nazywają Mamą.

Ta skromna pozycja wciągnęła mnie od pierwszej strony. Nie wiem, czego tak naprawdę się spodziewałam, ale chyba nie tego. To zupełnie inne klimaty, inne niż te, z którymi spotykałam się do tej pory. Mnóstwo tu przekleństw, których w książkach dosłownie nie cierpię, ale ich brak w Chłopcach z pewnością by mi doskwierał. Pomysł bez dwóch zdań oryginalny. Piotruś Pan we współczesnej - bardzo współczesnej - wersji.

Były też wady, ale zauważyłam je dopiero wtedy, gdy opadły emocje. Po pierwsze, całość wydaje się być dość chaotyczna, jakby nie do końca przemyślana - istnieje też jednak spore prawdopodobieństwo, że zakończenie tej części zostało zwyczajnie źle usytuowane i mini-seria powinna być ostatecznie jednym tomem, niepodzielonym na żadne partie. Po drugie - Tinka. Autor wprowadził tę postać na samym początku i w stosunku do objętości tej książeczki, dał jej do dyspozycji sporo miejsca. Byłam pewna, że zostanie z czytelnikami do końca, ale najwyraźniej została uznana za niewiele znaczący epizod. Przyznaję, nie lubię takich zabiegów. Są dość dezorientujące. I po trzecie - sama zawartość książeczki okazała się (ale dopiero po zastanowieniu) delikatnie rozczarowująca. Spodziewałam się, że będzie się tu więcej działo. Być może najlepsze Autor zostawił dla nas w kolejnych częściach. Tutaj poznajemy codzienne życie Chłopców i kilka wybijających się epizodów. A jednak ten świat był dla mnie na tyle nowy, że to mi wystarczyło.

Większość wad tej pozycji pokrywają jednak dynamiczne dialogi, lekkość stylu i humor przeplatany wulgaryzmami. Styl pana Jakuba bardzo przypadł mi do gustu. Gdyby nie erotyzm i niewybredne przekleństwa, uznałabym to nawet za pozycję dobrą dla młodszych czytelników (ale nie, nie dawajcie jej dzieciom). Naprawdę - naprawdę! - wciąga


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non