sobota, 21 marca 2015

Biblioteki, biblioteki...

Powiedzmy to sobie szczerze - każdy molik swoją przygodę z książkami zaczynał w bibliotece. Rozbiegany wzrok, łomot serca, wielgachne półki piętrzące się nad naszymi głowami... To robiło wrażenie na każdym z nas. Rzucaliśmy się między regały i wdychaliśmy zapach kurzu, papieru i farby drukarskiej. Fenko - surprise, surprise! - nie stanowiła wyjątku. Ale dziś już tego prawie nie robi.

Do dziś pamiętam ten dzień, kiedy mając bodajże 5 lat, zostałam zaprowadzona do biblioteki publicznej. Przez dobrą chwilę chowałam się zawstydzona za mamą, bo pani bibliotekarka stwierdziła, że takich maluchów się nie zapisuje. A jednak fenkowa mama się nie poddała i pięć minut później, zyskując w sposób iście chwalebny swoją własną kartę biblioteczną, zostałam odesłana do regału z bajkami dla dzieci.

Nie był to szczyt moich marzeń (półki z grubszymi pozycjami dla nastolatek wyglądały smakowicie), ale jako niezwykle nieśmiałe dziecko obiekcji nie zgłaszałam. Niewielki regał krył w sobie zresztą całkiem ciekawe pozycje. To tam poznałam Kopciuszka, Piękną i Bestię i Aladyna (którego uwielbiałam oglądać na starej kasecie). Wierzcie lub nie, ale w owym czasie Disneyowskie bajki w wersji TV nudziły mnie i do dziś nie poznałam ich wszystkich (nie martwcie się, Fenko nadrobi zaległości).

Z TEGO wpisu znacie już moją historię z podkradaniem kuzynce książek dla nastolatek. Ten niecny proceder przeszedł płynnie w całkiem legalne działania i wkrótce myszkowałam pomiędzy zakazanymi półkami. 

Najbardziej ekscytującym odkryciem było odnalezienie najciemniejszego zakątka w bibliotece (te dreszcze!), gdzie wygrzebywałam prawdziwe perełki. Miałam chyba 10 lat i zaczęłam się zaczytywać w serii Replika o dziewczynce-klonie, która niezwykle pobudziła moją wyobraźnię i uwierzcie mi, od tej pory naprawdę lubię sf.

Swego czasu marzyłam o tym, by pracować jako bibliotekarka, popijać herbatkę i pod biurkiem czytać najnowszą książkową zdobycz. Panie bibliotekarki zawsze twierdziły, że ich praca nie wygląda tak lajtowo, bo trzeba uzupełniać karty i prasować okładki do książek. Do dziś zastanawiam się, czy sobie żartowały, mówiąc, że to ciężka praca. A może po prostu przemilczały jakieś inne obowiązki.

Biblioteka zaczęła mnie nieco odrzucać, gdy odkryłam, że to raj nie tylko dla książkowych moli, ale i dla plotkarzy. Nie zamierzam nikogo tym wpisem urazić, bo wcale nie generalizuję, ale opieram się na własnych doświadczeniach. Nauczyłam się, by nie prowadzić żadnych rozmów w bibliotece. Uwierzcie mi, działacie we własnym interesie, stosując się do zasady W bibliotece obowiązuje cisza.

Dziś rzadko odwiedzam bibliotekę, bo swoich pozycji mam tyle, że nie nadążam z czytaniem. Największym plusem jest jednak fakt, że nawet kiedy już coś wypożyczę i trzymam książki przez pół roku, nikt nie wysyła za mną listów gończych.

A jakie są Wasze wspomnienia związane z biblioteką? ;)