piątek, 13 marca 2015

King też nie urodził się pisarzem

Wena. Towarzyszyła mi od zawsze. Smakowałam to słowo jak cukierek i wściekałam się, gdy ktoś wydzierał mi je z ust (świętokradztwem było używanie go do mówienia o czymś innym niż pisarstwo). Moja wena żyła własnym życiem. Kiedy była, potrafiłam pisać kilkadziesiąt stron dziennie. Gdy znikała, odpuszczałam i czekałam, aż wróci. To ona dyktowała mi plan dnia. Przynajmniej do momentu, gdy uświadomiłam sobie, że wena, którą tak sakralizowałam, nie pomaga w przezwyciężeniu Blokady Pisarskiej. Do momentu, gdy zrozumiałam, że człowiek nie rodzi się natchnionym przez muzy pisarzem. On się nim staje. Bo wiecie, nawet Stephen King wypracował swój tak zwany talent.

 
NIKT NIE RODZI SIĘ PISARZEM

Nikt nie rodzi się pisarzem, bo też nikt nie rodzi się ze znajomością języka. Uczymy się go latami. Jeśli ktoś w dorosłym życiu osiąga sukcesy pisarskie, oznacza to tylko tyle, że zaczął wystarczająco wcześnie praktykować (pisząc lub po prostu poznając język, którym posługuje się na co dzień). Bo językiem trzeba się otaczać, czuć go, ćwiczyć, eliminować błędy. Chyba wiecie, o czym mówię. Dziecko kilkuletnie nie napisze dzieła, które może stworzyć człowiek dorosły.

Sam King w swoim Pamiętniku rzemieślnika mówi o pisarstwie jako rzemiośle, ale większość jego fanów i tak uparcie twierdzi, że to człowiek, który urodził się z talentem, boskim darem.


BLOKADA PISARSKA

Życie z Blokadą Pisarską łatwe nie jest. Piszesz latami, oddychasz tym, aż pewnego dnia uświadamiasz sobie, że od jakiegoś czasu nie napisałeś nic, bo cały czas kreślisz pierwsze zdanie.

Ludzie często nie rozumieją, na czym polega Blokada. To nie jest coś, na co możesz machnąć ręką i jechać dalej. Masz mnóstwo pomysłów, masę notatek, fabułę, bohaterów... Ale nie jesteś w stanie przelać myśli na papier. Wszystko, co napiszesz, wydaje się do niczego. Godzinami siedzisz nad jednym zdaniem albo jedną stroną, albo nawet dziesięcioma, jeśli aż tyle udało Ci się napisać, po czym kasujesz wszystko. Bo wszystko jest źle, wszystko brzmi okropnie. Gryziesz się sam z sobą. Ten dobór słów, styl, ton... Blokada to czysto wewnętrzna rzecz. Zabijasz klina sam sobie. Pielęgnujesz w sobie chorobliwą odmianę perfekcji i nie możesz zrobić nic, by wyjść z tego błędnego koła.

Troszkę śmieszy mnie, gdy piszące osoby mówią, że mają blokadę, bo nie piszą kilka dni. Przepraszam bardzo, ja nie piszę od 3,5 roku.

Gdy dopadła mnie Blokada, po kilku miesiącach takiej mordęgi przestałam podejmować kolejne próby. Chciałam odpocząć od frustracji spowodowanej pisaniem. Pisaniem, które wcześniej przynosiło mi radość i spełnienie. Od czasu do czasu próbowałam raz jeszcze, by przekonać się, czy Blokada nadal tam jest. Była, więc odpuszczałam i czekałam dalej.


NAWYK

Musiały minąć 3 lata, nim zorientowałam się, że mój nawyk pisania niemal każdego dnia, począwszy od wczesnego dzieciństwa, zmienił się w nawyk niepisania. I choć początkowo niepisanie kosztowało mnie wiele gorzkich łez, z czasem z coraz większym trudem przychodziło mi zmuszenie się do tego, by spróbować raz jeszcze i sprawdzić, czy aby Wewnętrzny Cenzor już odszedł. Przywykłam do niepisania. Stało się to po prostu wygodne.


RYZYKO

W życiu ze wszystkim jest tak samo: nie podejmujesz ryzyka - nie dostajesz po tyłku. Proste. Zero łez i zero frustracji, że znów nie wyszło. Ale niespodzianka! Każdy kij ma dwa końce - bo jeśli nie ryzykujesz, to też nie wygrywasz. Stoisz w miejscu, nie rozwijasz się. Zapominasz o marzeniach. Albo: po prostu marzysz. I nie robisz nic, by te marzenia spełnić.


WENA A RZEMIOSŁO

Minął czas, gdy wierzyłam w wenę. Dziś wiem, że to tylko radość (tylko i aż!) i ekscytacja na myśl o pasji, którą masz. Ona pcha Cię do działania, uskrzydla Cię... ale nie jest talentem.

Talent wypracowujesz poprzez praktykę. Możesz mieć większą niż inni skłonność w tym czy innym kierunku (za to odpowiedzialne są pewne obszary mózgu), ale możesz też nie mieć i po prostu sobie tę skłonność wypracować. Nikt nie ma takich samych predyspozycji, wszyscy zaczynamy z innego punktu, ale meta dla każdego jest taka sama. To na końcu czeka na Ciebie sukces.

Na laurach pierwszy osiada ten, który myśli, że nie musi się starać, bo już to umie, już wie. Ten, kto pracuje ciężko na swój sukces, dojdzie dalej, bo wie, że wszystko, co musi zrobić, to polegać tylko i wyłącznie na sobie. Stoczyć bój z bestią, która w nim siedzi. Pokonać swoje słabości. To najcięższa bitwa, jaką kiedykolwiek przyjdzie Ci stoczyć, ale jeśli wyjdziesz z niej zwycięsko, już nigdy nic Cię nie pokona.


POSTĘPY

Najlepszym dowodem na potwierdzenie moich słów są postępy, jakie czynimy. Swoje pierwsze opowiadanie napisałam w wieku 5 lat, a pierwszą książkę, gdy miałam 10-11 lat. Dziś za każdym razem, gdy czytam swoje ówczesne dzieła, mam ochotę zapaść się pod ziemię. Później jednak czytam kolejne (a jest ich tuzin, nie licząc płotków) i serce mi rośnie, bo widzę, że z każdym kolejnym dziełem było coraz lepiej. W szkole wmawiano mi, że mam dar. Okłamywano mnie. WYPRACOWAŁAM to sobie. 

A potem pozwoliłam, by prywatne doświadczenia mnie przytłoczyły i odebrały jedyną rzecz, która dawała mi poczucie, że robię coś ważnego. Coś, co kocham.

Cóż, teraz to nieważne, bo zła passa kończy się dzisiaj.


ZMIANY

Trudno jest zrobić coś ze swoim życiem i zmienić je na lepsze, bo wymaga to wysiłku, płynięcia pod prąd, wyjścia ze strefy komfortu, jak to ładnie mówią rozwojowcy.

Ale tylko tak rodzą się zmiany. W pocie czoła i wśród łez rodzą się nawyki i siła charakteru.


SŁOICZEK MARZEŃ

Dlatego założyłam słoiczek marzeń. W pisaniu ważna jest regularność. Tak więc dziś za każdą napisaną stronę będę sobie wręczała złotówkę (metoda marchewki działa zawsze). Gdy uzbieram kwotę 30zł, pozwolę sobie przeznaczyć ją na coś, co mnie ucieszy (zapewne książkę, którą od dawna chcę przeczytać). Będę nagradzać się za brnięcie do przodu. Najważniejsze to ruszyć. Efekty pojawią się same.

Nie obawiaj się kroczenia naprzód powoli. Obawiaj się stania w miejscu.  
(Dziennik pisarza)

Póki co, mój słoiczek jest pusty. Przewiązany niebieską wstążką i przypominający o tym, by żyć swoim marzeniem. Obok leży stosik złotówek. Pamiętacie TEN wpis? Wizualizacja bardzo mi pomogła, ale popełniłam błąd, wykorzystując tę metodę jednorazowo, a nie czyniąc z niej nawyku. Mam nadzieję, że słoiczek będzie kolejnym krokiem ku lepszemu. I dla mnie, i dla Was.

Bo widzicie, muszę Was rozczarować: marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia.