czwartek, 5 marca 2015

Mniam, mniam

Lubię jeść. Właściwie to uwielbiam. Z racji owej małej niedogodności spodziewałam się, że ta książka będzie dla mnie istną męką. Czytać o jedzeniu i nie móc go po prostu włożyć do ust? Zdaje się, że pod tym względem mam wiele wspólnego z głównym bohaterem. Nino smakuje życie. Dosłownie.


Florencja to kraina opływająca w doznania smakowe, przynajmniej tak postrzega swoją ojczyznę Nino. Pieczeń, owoce, przyprawy, nawet pajęczyny i cegła mają swój jedyny, wyjątkowy smak. Śmierć również, ale śmierć matki nie smakuje tak wspaniale jak cała reszta. Nino zostaje sam ze swoim ojcem rzeźnikiem, marząc o tym, by gotować dla samego papieża. Jego świat wali się w momencie, gdy ukochana Tessina zostaje zaręczona z innym. 

Rzuciłam się na tę apetyczną pozycję z prawdziwą przyjemnością. Czytałam z uwagą każde słowo, bo językowy kunszt, z jakim Apetyt napisano, zasługuje naprawdę na najwyższą uwagę. Na dłuższą metę taki styl może męczyć (a książka do najkrótszych nie należy), ale naprawdę warto. Dziś, sami przyznajcie, rzadko mamy do czynienia z takimi dziełami.

Było mnóstwo postaci, których nie mogłam zapamiętać, ale taka różnorodność bardzo pomogła w realistycznym kreowaniu powieści. W czasie lektury miałam całe mnóstwo przemyśleń. Apetyt nie pozostawił mi żadnych wątpliwości - kucharz to też artysta. Był nim zwłaszcza Nino. I tu nasunęła mi się przykra myśl - o kucharzach mogą zaledwie pamiętać im współcześni. Ich dzieła nie będą podziwiane po latach tak jak dzieła malarzy czy pisarzy. To niezwykle ulotna sztuka.

Całkiem niesamowite były spotkania głównego bohatera z Leonardem da Vinci, wtedy jeszcze młodym i niesławnym. Zarówno on, jak i Nino, mieli swoje marzenia i wielkie predyspozycje, by je spełnić. Nino smakował, a da Vinci widział - obaj dostrzegali więcej od innych. To opowieść o miłości, która nie wygasa, o marzeniach, o wzlotach, upadkach, opowieść, która mnie zainspirowała, bo niczego nie pragnę tak bardzo jak podążania za głosem serca, dokładnie tak, jak zrobił to Nino.


Za lekturę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak