niedziela, 8 marca 2015

Polskie morderczynie


Czasami dziwię się, gdy ludzie mówią, że 20-lecie międzywojenne szalenie ich interesuje. Jak to, pytam, przecież to było pomiędzy dwiema wojnami, państwo ledwo stało, tam nie ma nic ciekawego! Otóż, jest. Chociażby polskie morderczynie. Temat idealny na Dzień Kobiet, nieprawdaż?


Pana Kamila Janickiego kocham już miłością ślepą i wszystko wybaczającą. Podbił moje serce Historią Kopciuszka, która urzekła i mnie, i Was, sądząc po komentarzach. Dziś przyszedł czas na zapoznanie się z niechlubną historią damskiej części społeczeństwa. A wierzcie mi, było co czytać.

Wyniosłam na piedestały dwie historie, które bardziej niż pozostałe zapadły mi w pamięć. Pierwsza to afera szantażowa i Maria Lewandowska. Kobieta, która uknuła świetną intrygę i wodziła za nos policję. Możecie zapytać moich znajomych, jak chichotałam nad książką. Lewandowska była bezczelna i całkiem opanowana jak na kogoś, kto pogrywa sobie z prawem. Na dodatek to opowiadanie to świetna opowieść kryminalna. Prawdę odkryto dzięki maszynom do pisania.

Druga historia to zabójstwo nastoletniej Zosi przez jej matkę. To zbrodnia dla mnie całkowicie dziwna, bo zupełnie nie rozumiem jej motywów (zabijać dziecko dla kochanka?). Ciało córki wylądowało w klozecie, wśród odchodów, a matka, by odsunąć podejrzenia, zaczęła pisać anonimowe groźby do samej siebie.

Ciekawostką był dla mnie system prawny w II Rzeczpospolitej. Kary były śmiesznie małe, ledwo kilka lat za najcięższe zbrodnie. Kobieta, która zabiła kochanka, bo nie chciał się z nią ożenić, kobieta, która otruła własną siostrzenicę, kobieta, która prowadziła burdel. Świetny w moim mniemaniu styl pana Janickiego prowadził nas przez te wszystkie zawirowania. Autor wybrał sobie naprawdę ciekawy temat, choć mimo wszystko wydaje mi się, że ta pozycja była mniej wciągająca niż Pierwsze damy II Rzeczpospolitej.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak