poniedziałek, 2 marca 2015

W poszukiwaniu nowego boga


Właśnie umarł Dalajlama XIII. Dla mieszkańców odciętego od świata Tybetu to czas wielkiej żałoby. Minie kilka lat, nim ekipa poszukiwawcza dotrze do skromnej chaty pewnej biednej rodziny. To tam niczego nieświadomy, kilkuletni chłopczyk będzie musiał udowodnić, że jest kolejnym wcieleniem boga.


A o dowód nie jest tak łatwo. Mężczyźni z ekipy poszukiwawczej rozkładają na stole przedmioty należące do zmarłego dalajlamy, a także ich wierne kopie, które nie były przez niego używane. Czteroletni chłopiec musi wskazać te, które należały do zmarłego. Wystarczy jeden niewielki błąd i poszukiwania trzeba będzie zaczynać od nowa.

Młody dalajlama przeszedł tę niezwykłą próbę i został uznany za nowe wcielenie boga. Jak tego dokonał? To było niesamowite i z pewnością nie jesteśmy w stanie tego pojąć, ale dla Tybetańczyków odpowiedź jest prosta - Dalajlama XIV to po prostu bóg, który zrezygnował ze swojej nirwany, by pomóc innym ją osiągnąć. To ten mały chłopiec będzie nowym przywódcą całego państwa.

Zawsze zastanawiałam się, o co chodzi z całym tym szumem wokół Dalajlamy. Musiał dokonać czegoś niesamowitego. Ucieczka z Krainy Wiecznego Śniegu przyniosła mi odpowiedź na to pytanie - ten zawsze uśmiechnięty człowiek urodził się po prostu w trudnych czasach chińskiej inwazji i stał się ikoną swojej małej społeczności. Ku mojemu rozczarowaniu, nie było w jego życiu żadnych fajerwerków ani wielce bohaterskich czynów.

Początkowo książka była niezwykle wciągająca. Mogłam wejść w głowę tybetańskiego boga i patrzeć na świat jego oczyma. To wiecznie uśmiechnięty człowiek, który sposobem bycia ogromnie przypominał mi odrzucającego konwenanse Jana Pawła II. O tamtejszych wierzeniach wiedziałam co nieco już wcześniej, ale i tak miło czytało się o reinkarnacji, zakazie zabijania i niezwykłemu oddaniu wiernych. Dotąd postrzegałam Tybet jako miejsce spokojne, wypełnione ludźmi szczęśliwymi i żyjącymi w zgodzie z naturą, tymczasem okazuje się, że wcale nietrudno tam o zdradę i zamach. Większa część książki stanowiła jednak opis sytuacji politycznej Tybetu. Pojawiło się mnóstwo nazwisk, za to Dalajlama został odsunięty w cień. Rozczarowało mnie to ogromnie, bo opis jego charakteru, poznawanie jego wewnętrznych przeżyć było naprawdę ciekawe.

Ta pozycja warta jest przeczytania, nawet jeśli nie interesuje Was polityka Tybetu i chińska inwazja. Początkowe rozdziały dadzą Wam sporo do myślenia. Ja wciąż zastanawiam się, jak to możliwe, że mały chłopiec, który w życiu nie widział zmarłego przywódcy, był w stanie wskazać różaniec, na którym się modlił. Zdaje się, że Kraina Wiecznego Śniegu skrywa więcej tajemnic, niż bylibyśmy w stanie przypuszczać.