czwartek, 19 marca 2015

Z Ruchanka do Afryki

Agata po akcji w Ruchanku Dolnym usycha z tęsknoty za strzelaniną, krwią buzującą w żyłach i w ogóle jakąkolwiek rozróbą. Maciej pragnie wieść spokojne życie, ale równocześnie zadowolić ukochaną, więc proponuje wyjazd do Afryki. Razem z przyjaciółmi, Filipem i Moniką, trafiają w sam środek buszu, ścigani przez polskich wojskowych, którym Agata zalazła za skórę...

To już druga książka Michała Krupy, którą miałam okazję czytać, i jak zwykle trudno było mi się za nią zabrać - a potem jeszcze trudniej oderwać.

Nie mam w zwyczaju czytać pozycji przepełnionych humorem, ale Łosoś jest wyjątkiem. To książka pisana z przymrużeniem oka i dużą dawką nierealności, ale naprawdę zabawna. Początkowo fabuła toczyła się dość powoli, co nie jest oczywiście wielką wadą, ale sam styl autora narzuca wartką akcję i te szybkie momenty połączone z humorem były zdecydowanie najlepsze.

Widząc nasze zakłopotanie, ów mężczyzna powtórzył:
-Suka chama!
-Monika, skąd on zna twojego tatę?

Bawiły mnie relacje między bohaterami i stereotypowe podejście mężczyzn do kobiet. Akcja rozkręciła się na dobre, gdy Agata razem z całą swoją ferajną trafiła do wioski dzikich. Tam czekało ich banalne zadanie: uratują umierającego syna wodza albo zginą. Proste!

Miałam chroniczny problem z rozróżnieniem postaci tych wszystkich wojskowych, ale wcale nie przeszkadzało mi to w czytaniu. Końcówkę uważam za mniej udaną, mimo że bohaterowie szykowali się do bitwy i teoretycznie powinnam była czytać tę część z zapartym tchem. Cóż, tutaj trochę nie wyszło, zwłaszcza kiedy Autor próbował wpleść w humorystyczną całość poważne elementy, np. pokazać reakcję Maćka na śmierć ludzi w czasie pojedynku. Nie do końca był to udany zabieg, bo w pozycji tak przepełnionej żartem, również śmierć powinna zostać potraktowana półserio i myślę, że efekt byłby o wiele lepszy.

Autorowi udało się stworzyć kilka bardzo wyróżniających się postaci. I zdecydowanie dobrze wychodzą mu potyczki słowne! Przyznaję, to po prostu książka, której nie da się nie dokończyć. Wstyd mi było czytać w miejscach publicznych, bo co chwila wybuchałam śmiechem. Ostatecznie skapitulowałam i pokazywałam co smakowitsze fragmenty znajomym, żebyśmy mogli się pośmiać razem.


 Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Psychoskok