czwartek, 16 kwietnia 2015

Dante na tropie

Wiele słyszałam o niezwykle dobrym debiucie Agnieszki Olejnik, którym była książka Zbłądziłam. Nie miałam jednak okazji bliżej się z nią zapoznać, postanowiłam więc sięgnąć po inną pozycję tej Autorki i z braku większego wyboru padło na Dante na tropie. Wątki kryminalne to nie moja bajka, więc podchodziłam do tej książki z kijem, ale kiedy otworzyłam ją na pierwszej stronie, przepadłam. Przepadłam od pierwszej strony! Jak to możliwe?

 Agnieszka Olejnik
Dante na tropie
372 str
Wydawnictwo Literackie

Anna Drozd niedawno przeprowadziła się do małego miasteczka. Pracuje jako bibliotekarka i mieszka w starej willi, z dala od innych. Jej jedynym towarzyszem jest wyżeł weimarski o pięknym imieniu Dante. Sielanka życia codziennego zostaje gwałtownie przerwana, gdy podczas spaceru Dante przynosi ludzki palec. Anna biegnie na komisariat, ale okazuje się, że palec zniknął, a zamiast niego, policja znajduje w lesie ciało. Ciało, któremu nie brakuje żadnych palców. Komisarz Wiktor stara się rozwiązać zagadkę i jednocześnie zbliżyć do szukającej tropów Anny.

Od dzisiaj będę wielką fanką pisania w czasie teraźniejszym. Śledzenie losów bohatera, kiedy ten stoi obok nas, jest niezwykle wciągające. I takim właśnie słowem można opisać tę książkę: wciągająca. Jak diabli.

Wątek romantyczny bywa często irytujący, bo przecież wiemy, że bohaterowie będą razem, a oni szukają na siłę problemów. W przypadku Dante na tropie zupełnie tego nie odczuwałam, choć zakończenie było dość przewidywalne. Najwięcej problemów w związku Anny i Wiktora sprawiała sama Anna, ale ani ona, ani żadna inni postać nie irytowała mnie i nie zniechęcała do dalszego czytania. Chociaż samych bohaterów było całkiem sporo, nie miałam żadnego problemu z rozróżnieniem ich. 

Autorka bardzo umiejętnie połączyła poważne wątki z humorem. Ta książka będzie gratką dla tych, co lubią cofać się do przeszłości i odkrywać zapomniane sekrety. Ja właściwie nie wypuściłam jej z rąk, dopóki nie dobrnęłam do samego końca i zdaje się, że zawaliłam przez nią kolokwium, bo ta piękna graficznie pozycja była znacznie ciekawsza od niemieckich słówek.

I muszę przyznać, że Autorka zaskoczyła mnie porządnie przynajmniej kilka razy.

Nie wszystkie elementy zostały na koniec wyjaśnione i trochę mnie to uwierało, ale książka bez dwóch zdań jest warta uwagi. Dobra zabawa gwarantowana! A jak ładnie będzie się prezentować na półce :)


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu