wtorek, 14 kwietnia 2015

Milion małych kawałków


85% ludzi, którzy wylądowali na odwyku, po kuracji wraca do nałogu. Ci, którym udaje się wytrwać do śmierci, każdego dnia muszą się zmagać z narkotykowym głodem. Milion małych kawałków to debiut znanego już dziś pisarza (na pewno czytaliście Endgame albo Mój przyjaciel Leonard). Debiut, który wstrząsnął milionami czytelników, a mnie poszarpał serce na kawałki. Na milion małych kawałków.

 James Frey
Milion małych kawałków
517 stron
Burda Książki
 ze ZŁOTYM ROBALEM

Otwieram książkę i pierwsza rzecz, jaka rzuca mi się w oczy, to tekst. Jest niewyjustowany i brak w nim myślników i interpunkcja jest nie taka jak powinna. Zaczynam czytać i czytam i czytam i nie mogę przestać. To historia z życia samego autora, który pił i ćpał i prawie umarł. Aż w końcu trafił na odwyk.

Chociaż jest to opowieść o wnętrzu człowieka rozbitego i zniszczonego przez własne demony, nie jest czczą paplaniną. Tutaj wciąż się coś dzieje, a stan umysłowy narratora poznajemy jakby mimochodem. James trafia do ośrodka odwykowego, który szczyci się 15%-ową skutecznością i jest to skuteczność, którą nie może pochwalić się żaden inny ośrodek. James, początkowo agresywnie nastawiony do wszystkiego i wszystkich, z czasem zyskuje oddanych przyjaciół. Głód narkotykowy jest jednak silniejszy od dobrych chęci i mało kto potrafi na zawsze wyrwać się z jego szponów

W ośrodku wciąż powtarzają mu, że tylko metoda Dwunastu Kroków jest skuteczna. Aby przejść przez wszystkie poziomy, James powinien oprzeć się na swojej wierze - wierze w Boga lub jakąkolwiek siłę wyższą. Jest to kluczowe dla leczenia. On jednak nigdy nie wierzył i wierzyć nie będzie. Podczas gdy wszyscy wokół wmawiają mu, że bez tego nie przetrwa poza ośrodkiem, James wybiera własną drogę. Chce wierzyć w siebie i swoje możliwości. Nie zamierza zrzucać winy na genetykę i na trudne dzieciństwo. Postanawia wziąć odpowiedzialność za własne decyzje i od tej pory podejmować tylko te dobre.

Ta powieść ogromnie mnie poruszyła. Czułam się tak, jakby ktoś stał nade mną i od czasu do czasu szarpał mnie za ramiona. Uroniłam kilka łez, bo ci ludzie, narkomani, alkoholicy i przestępcy, okazali się być całkiem normalni. Potrafili troszczyć się o swoje rodziny, tęsknić za dziećmi i płakać nad własnymi błędami. Potrafili wspierać się nawzajem. To ludzie bardzo podobni do nas. Tylko w życiu cierpią trochę bardziej.


Za lekturę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Burda Książki