czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozmowa Jezusa z Szatanem

http://joemonster.org/filmy/60638

Mówią o mnie, że jestem Bogiem żywym, a patrzą na wizerunek martwego. Te słowa Autorka wkłada w usta Jezusa, który zstępuje do Piekła, by porozmawiać z Szatanem. Ale zaraz, zaraz... Nic tu się nie zgadza! Zapomnijcie o zdjęciu powyżej, Jezus wcale nie jest uosobieniem dobrego Boga, a Szatan nie jest demonem zła. To kumple, którzy pochylają się nad pismami i zastanawiają się, gdzie, do licha, w tych świętych księgach przesłanie o Bogu...


Autorka tłumaczy nieścisłości w Starym i Nowym Testamencie, wykazując, że autorzy tych ksiąg za nic mieli sobie realia historyczne i obyczajowe opisywanych czasów. I ma rację. Przeciętny czytelnik, nieposiadający potrzebnej wiedzy o życiu sprzed kilku tysięcy lat, nie jest w stanie dostrzec tych ogromnych rozdźwięków. Zawsze mnie to interesowało, ale dopiero teraz miałam okazję zgłębić ten temat, z czego ogromnie się cieszę. 

Początkowo ogromnie irytował mnie brak narratora. Z osobą trzecią, która patrzyłaby z boku, wszystko byłoby bardziej plastyczne, choć wiem, że narrator naruszyłby w pewnym stopniu płynność dialogu. Muszę jednak przyznać, że tę płynność Autorka zachowywała dość sztucznie. Aby przejść do kolejnego fragmentu pisma, Jezus wciąż pytał: Czy słuchasz dalej? Czy mogę kontynuować? 

Prawie w ogóle nie znalazłam też argumentów broniących Biblii. Książka została napisana totalnie jednokierunkowo, jakby wykluczając istnienie cudów, na dodatek nie rozumiałam czepiania się niektórych fragmentów - Autorka wyszła chyba z założenia, że autorzy ksiąg powinni byli być znawcami językowymi i wszystko mówić dosłownie, żeby czytelnik niczego, absolutnie niczego, nie musiał się domyślać, nawet tego, że w danym fragmencie mowa o Jezusie, a nie którymś z apostołów. W innych znów miejscach brakowało mi wyjaśnienia pewnych nieścisłości.
Autorka zastosowała też - świadomie lub nie - całkiem dobry chwyt psychologiczny, umieszczając w książce postać samego Jezusa, który dla wierzących jest autorytetem, a więc jeśli mówi, że nie poznaje samego siebie w opisach apostołów, to coś musi w tym być. 

I ostatnia rzecz: zrównując Jezusa z Szatanem, Autorka nie nadała im w ogóle cech charakterystycznych, te postaci nie różnią się prawie niczym (poza faktem, że Szatan częściej się denerwuje) i jedyne, co ich odróżnia od siebie, to nasza zakorzeniona w podświadomości wiedza o nich.

To koniec wyliczania wad, bo choć jest ich dużo, książka, mimo wszystko, jest warta przeczytania. Czy kobiety byłyby tak długo tłamszone przez mężczyzn, gdyby Biblia nie wskazywała na to, że to podoba się Bogu? Czy niewolnictwo miałoby rację bytu, gdyby Bóg w Starym Testamencie sam nie pokazywał, że to normalne? Dlaczego te same wydarzenia są w księgach opisywane kilka razy i za każdym razem inaczej? Wszystko wskazuje na to, że autorzy Starego Testamentu opierali się na własnych tradycjach i ludzkich prawach, gdy opisywali wydarzenia sprzed lat, mimo że owych praw ówcześni ludzie znać jeszcze nie mogli.

Najbardziej wciągnęło mnie studium Nowego Testamentu, a i tam, uwierzcie mi, niejasności nie brakuje. Ogromnie jednak żałuję, że Autorka nie pokusiła się o interpretację Apokalipsy św. Jana, ucinając dyskusję stwierdzeniem, że gdyby koniec świata miał nadejść, nadszedłby za życia apostołów.

Co ciekawe, książka nie jest atakiem na wiarę chrześcijańską, krytykuje raczej sposób, w jaki Bóg został przedstawiany - jako władca mściwy i zazdrosny, który sam nie wie czego chce i często ulega sugestiom ludzi. Ogromnie podoba mi się przesłanie, zdecydowanie powinno dotrzeć do wszystkich, niezależnie od wyznawanej religii - najważniejsza jest miłość do bliźniego i wiara w człowieka.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res