niedziela, 24 maja 2015

Aleja pełna koszmarów

Aleja koszmarów to jedna z tych książek, co do których mam mieszane uczucia. Ja, zwolenniczka realizmu, nigdy nie przepadałam za wątkiem żywych trupów - wyjątek zrobiłam dla Feed, które jest prawdziwym majstersztykiem w tym martwym (ha-ha) gatunku. Do Dying Light zachęciły mnie jednak wyrastające jak grzyby po deszczu pozytywne recenzje. Aby więc nie być źle zrozumianą, na wstępie przyznam, że jest w tej książce coś całkiem oryginalnego. 

Mel jest uczestniczką Światowych Igrzysk Atletycznych w Harranie. Towarzyszą jej rodzice i młodszy brat, który cierpi na autyzm. W mieście od tygodni krążą plotki o tajemniczej chorobie - ludzie znikają i mordują się na wzajem, i zachowują się jak szaleńcy. W dniu igrzysk tragedia osiąga apogeum. Stadion wypełnia tłum chorych. Rodzice Mel giną w zębach krwiożerczych bestii, które jeszcze do niedawna były ludźmi, a jej brat znika. Mel, ugryziona przez jednego z chorych i stojąca na krawędzi szaleństwa, postanawia odnaleźć Paula i przechwycić lekarstwo.

Książka wydaje się być mniej młodzieżowa, niż się tego spodziewałam, co poczytuję za wielki plus. Powieść rozpoczyna się od narracji lekarza (świadka pierwszych przypadków epidemii) następnie pałeczkę przejmuje szesnastoletnia Mel, Autor nie odchodzi jednak od narracji trzecioosobowej.

Miejsce akcji zostało obrane nad wyraz oryginalnie - Wschód i arabska kultura w tle. Większość postaci nie wyróżniała się niczym szczególnym, ale odniosłam wrażenie, że nie jest to w tym wypadku paląca kwestia, która przeszkadza w czytaniu.

Najbardziej przeszkadzał mi brak realizmu, o który nie zadbano we wszystkich aspektach. Nie przedstawiono racjonalnych podstaw dla choroby, nie wytłumaczono, skąd się wzięła. Mel wrzucono w środek wydarzeń, a mnie uderzył fakt tego, jak szybko przyzwyczaiła się do tak niecodziennych warunków życia i jak efektywnie broniła się przed niejednokrotnie większymi od siebie zombiakami. Opisy wydały mi się zbyt lakoniczne i odniosłam ogólne wrażenie, że miała być to szybka książka, a Autor nie przyłożył się do zbudowania jej mocnych podstaw.

Podobały mi się natomiast liczne retrospekcje, w jakiś sposób dodało to tej prostej historii profesjonalizmu. Pod koniec akcja zaczęła przyspieszać, atmosfera się zagęściła, było coraz lepiej i lepiej, a mnie dosłownie robiło się niedobrze od krwawych opisów. Jedna scena szczególnie zapadła mi w pamięć i uważam ją za wisienkę na tym trochę rozmemłanym torcie. Zakończenie też bardzo mi się spodobało, choć z pewnością skłamałabym, mówiąc, że było nieprzewidywalne. Książka spodoba się miłośnikom zwięzłych historii, a fani gier będą mogli poznać dalsze losy Mel w takiej właśnie komputerowej odsłonie.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka