niedziela, 3 maja 2015

Biblia na wesoło

Ostatnimi czasy biorę wszystko, co ma Biblię w tytule. Uświadomiłam sobie, że ogromnie mi takich lektur brakowało, a nie sięgałam przecież po tematykę biblijną przez ładnych kilka lat. Odbijam sobie za wszystkie czasy! Po Opowieściach biblijnych na wesoło spodziewałam się, bagatela, bajek dla dzieci. To chyba przez tę okładkę. Tymczasem - nie do końca.


Zamiast bajeczek dostałam prześmiewczą twórczość, z wielkim przymrużeniem oka traktującą historie znane nam ze Starego Testament. I mimo że zostałam zaskoczona formą, w jakiej ta pozycja została napisana, zabawa zapowiadała się naprawdę przednia.

Autor bardzo lakonicznie potraktował stworzenie świata i losy dwóch braci, którzy tak się kochali, że w końcu jeden zabił drugiego, i od razu przeszedł do potopu. Odniosłam wrażenie, że to wokół tej opowieści i postaci Noego kręci się cała książka, co wcale nie jest złym pomysłem, bo jeśli ktoś rzuca hasło Stary Testament, pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to staruszek zaganiający dinozaury do wielkiej łodzi.

Czytałam i czytałam, pewna, że Autor swoim ironicznym stylem będzie wyśmiewał biblijne nieścisłości i pokazywał, z jak wieloma przeszkodami, których nie pokazała Biblia, musiał się zmierzyć Noe, próbując ocalić rodzinę i garstkę zwierząt. Musiałam jednak odnieść mylne wrażenie, bo wkrótce ciekawe postrzeganie potopu przeszło w chaotyczną dyskusję najprzeróżniejszych postaci starotestamentowych, pojawiły się też piosenki i rymowanki.

Ułożenie książki w taki sposób musiało zająć Autorowi sporo czasu i na pewno było kreatywnym wyjściem, ale średnio do mnie przemówiło. Lektura nie wydawała mi się łatwą i szybką rozrywką, wręcz przeciwnie - wymagała skupienia. Czasami odnosiłam wrażenie, że zdania były zbyt długie i zawiłe, i zbyt poważne, zważywszy na ironiczną formę tej książeczki. Przyznaję jednak, że Autor wykazał się dobrą znajomością Biblii, a i ja sporo z tej wiedzy uszczknęłam dla siebie.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res