piątek, 15 maja 2015

Co się czyta na filologii angielskiej 1/2

Wszyscy czytający po kątach książki marzą o tym, żeby im jakiś głupi za czytanie tych książek płacił. Nie ma tak dobrze, nieszczęśliwe moliki, ale od czegóż są studia? Na studiach można czytać bezkarnie i powtarzać sobie, że to nasz obowiązek, który da nam chwalebne miejsce na rynku pracy. Fenko opowie Wam dzisiaj, jak i co się czyta na filologii angielskiej (na potrzeby wpisu będziemy udawać, że nikt po streszczenia nie sięga). Na FA co tydzień trzeba męczyć inny tekst, począwszy od krótkich wierszy i sonetów, po całe lektury. Dziś na tapecie literatura brytyjska, którą wszyscy recenzenci tak hołubią. Uwielbiają.  Kochają. No to czekajcie, zniszczę Wam życie...




Sir Gawain i Zielony Rycerz

Po obejrzeniu Przygód Merlina kocham króla Artura miłością wieczną, ale tutaj tak właściwie niewiele o nim - raczej o jego rycerzu, który postanowił wziąć udział w fascynujące zabawie polegającej na obcinaniu sobie głów, żeby król nie musiał kłaść się pod topór. Szlachetnie, powiadam Wam. Dalszej części nie zdradzę, sami sobie czytajcie, byle nie w oryginale (staroangielski jest mało zrozumiały, w przeciwieństwie do naszego wspaniałego języka ojczystego). Dla smaczku dodam, że ów wspaniały rycerz miał pod nosem ładną dziewczynę, a wcale jej nie chciał, bo zgodnie z umową każdy pocałunek jej zabrany musiałby oddać jej mężowi. A gdyby posunęli się dalej, mielibyśmy literacki skandal stulecia.


Hamlet

Być albo nie być...! Serio, myślałam, że to ja mam nierówno pod sufitem.
Żartuję, to jedna z tych lepszych lektur (bo nie ma to jak utożsamić się z bohaterem).


Opowieści kanterberyjskie

...czyli o tym, jak grupa pielgrzymów wędrowała do Ziemi Świętej, opowiadając sobie przeróżne historie - a to o żonie, która zdradziła starszego od siebie męża (zdaje się, że w tej opowieści ktoś komuś wsadził pręt do tyłka, Boże, czego nas na tych studiach uczą...) albo o tym, jak dwaj przyjaciele zakochali się w tej samej dziewczynie, ale walka była nierówna, bo w gruncie rzeczy walczyli za nich bogowie. Phi!


Doktor Faustus

Całkiem dokładna instrukcja, jak być na tyle głupim, by sprzedać duszę diabłu, chociaż od dziecka nas uczą, że to się nigdy nie opłaca. Uwielbiam tragiczne zakończenia *szatański śmiech*


Wichrowe Wzgórza
Daję słowo, dopiero za trzecim razem zaczęłam rozróżniać jedną Katherine od drugiej, a po rozrysowaniu drzewka wiedziałam nawet, kto jest czyim synem. 
Ale tak w tajemnicy, chowając dumę do kieszeni, powiem Wam, że to najlepsza lektura w tej całej gamie brytyjskiego czytania. Co więcej, wersja oryginalna jest łatwiej przyswajalna niż polskie tłumaczenie. 



Oszczędziłam sobie powrotu do wszystkich tekstów, jakie przerabiałam w ubiegłym roku. A było ich sporo: o rycerzu, który był tak dzielny, że zabił smoka (pewnie myśleli, że to takie na czasie, podczas gdy taki jeden mały znad Wisły już dawno wypruł jednemu flaki za pomocą zwykłej owieczki); o dziewczynie, która mało nie padła ze złości, bo jakiś hrabia uciął jej pukiel włosów; o podróży gorliwych chrześcijan do Bożego Królestwa, a także cała sterta sonetów Szekspira, wierszy i innych takich. Niestety, nie ma tu żadnej Dumy i uprzedzenia czy sióstr Bronte, które z takim zapałem czytacie. Takich rzeczy się na studiach nie przyswaja, przynajmniej nie u mnie.

Mam nadzieję, że Was zniechęciłam. Nie idźcie na filologię angielską.
(No co, muszę się jakoś pozbyć konkurencji z rynku, tak?
A poza tym, bądźcie patriotami i przestańcie zachwycać się literaturą obcą!)


Jeszcze 5 dni do końca konkursu! KLIK