niedziela, 31 maja 2015

Dzień zapłaty

Pamiętacie recenzję Sodomy? Kiedy zaczęłam czytać, świetnie się zapowiadała. Byłam oczarowana wizją świata, jaką wykreował Autor. Czekałam na ciąg dalszy, ale przyznam, że byłam mocno rozczarowana tak świetnym wątkiem, który został tak bezpardonowo urwany. Teraz przyszedł czas na Dzień zapłaty - książka skusiła mnie alternatywną rzeczywistością Polski, którą roztacza. Skusiła i zawiodła. Znowu.

Dzień zapłaty klasyfikowany jest jako thriller/kryminał/sensacja, ale zupełnie tego nie odczułam. Pozycje z tego gatunku powinny wzbudzać emocje, a ich autorzy muszą wiedzieć, jak sprawić, by czytelnicy pocili się na samą myśl o tym, co stanie się na następnej stronie. Mnie, niestety, nie drgnął ani jeden nerw.

Początkowo alternatywna rzeczywistość, w której rządy sprawuje Partia Odpowiedzialnych, a polski prezydent ginie w zamachu, wydawała mi się niezwykle kuszącą wizją. Jak tu nie spojrzeć inaczej na świat, który nas otacza? Na świat, w którym jeszcze kilka dni temu świętowaliśmy (lub nie) wybór nowego prezydenta i w którym nie tak całkiem dawno temu pożegnaliśmy innego, który zginął w katastrofie tupolewa? 

Igor Rykow udaremnił zamach na polskiego prezydenta pięć lat wcześniej. Jego wysiłki na nic się zdały - prezydent zginął właśnie w wypadku samochodowym (który nie do końca był wypadkiem), a Igor musi się od tej pory ukrywać. Kiedy jednak jego rodzina ginie w zamachu, mężczyzna postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i przyjąć niebezpieczną propozycję - propozycję zamachu rosyjskiego prezydenta.

Nie wiem, ile pracy wymagało stworzenie świata, który tylko częściowo jest literacką fikcją. Autor niewątpliwie zebrał mnóstwo informacji, nim przystąpił do pisania. A jednak ich ogrom przytłoczył mnie na tyle, że nie znalazłam zbyt wielkiej przyjemności w czytaniu. Czytałam długo, niewiele rozumiejąc i śledząc jedynie losy zakochanych postaci, skorumpowanych postaci, postaci wrzuconych w sam środek politycznej zawieruchy. 

Niektórych bohaterów nawet polubiłam, ale moja wymagająca natura każe mi przyznać, że zostali potraktowani po macoszemu.Uważam, że Marcin Wolski ma wspaniałe pomysły, ale ich realizacja znów mocno mnie zawiodła.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka