piątek, 1 maja 2015

O tym, dlaczego czytanie po polsku jest najważniejsze

Literaturę uwielbiam w każdej postaci i uważam, że z każdego utworu da się wyciągnąć coś pięknego (co nie przeszkadza mi krytykować zawzięcie i z sadystyczną przyjemnością wszystkiego, co ma literki). To, czy książka została napisana po angielsku, polsku, hiszpańsku czy chorwacku, ma drugorzędne znaczenie, o ile czujemy się w danym języku na tyle dobrze, by umieć rozpoznać dobry styl i dobrą historię. A jednak moim skromnym królewskim zdaniem czytanie po swojemu a po obcemu to dwie całkiem różne sprawy...



Zanim przejdę do głównej części tego wpisu, muszę zapoznać Was z dwoma podstawowymi faktami:

a) Jako recenzentka i książkowa szajbuska, czytam po polsku całkiem sporo - od 10 do 20 książek miesięcznie (zarówno książek polskich jak i polskich tłumaczeń z innych języków)

b) Jako studentka filologii angielskiej, poza studiami nie czytam po angielsku wcale

Moja domowa biblioteczka zawiera ledwo cztery pozycje napisane w oryginale (tj. po angielsku), ale nie mogę sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek przeczytała po angielsku coś dłuższego, co nie było wymagane na studiach.

Studiuję język angielski już od dwóch lat, a uczę się go od dziecka, co daje w przeliczeniu 14 lat nauki. Na studiach słucham wykładów po angielsku, mówię po angielsku, uczę się po angielsku i coraz częściej po angielsku myślę (nie żartuję, to dopiero przypał!). I chociaż planuję podjąć w przyszłości drugi kierunek studiów, nie wyobrażam sobie przerzucenia się na naukę w ojczystym języku (to będzie nieco bolesna adaptacja). Recenzowanie i w ogóle czytanie po polsku jest więc dla mnie psychicznym ratunkiem. I przede wszystkim - niewymuszoną przyjemnością.

Poza studiami bardzo wystrzegam się zanurzania się w języku obcym i wybieram tylko książki napisane po polsku lub polskie tłumaczenia. Nasz język jest dla mnie zbyt ważny, bym po kilku latach studiowania nie była w stanie posługiwać się polskim tak swobodnie jak wcześniej. A uwierzcie mi, tak to właśnie działa, jakkolwiek trudno jest w to uwierzyć. Mój podstawowy kontakt z językiem polskim to codzienne rozmowy i książki - z czego książki są w tym zestawieniu sto razy ważniejsze. Nikt z nas nie używa przecież zbyt rozbudowanego języka, kiedy prosi w sklepie o mleko, prawda?

Osobiście uważam, że nauka po angielsku daje niesamowite efekty i poszerza słownictwo bardziej niż samo czytanie w tym języku. Moje studia są tego świetnym przykładem, bo obecnie coraz częściej przyłapuję się na tym, że kiedy mówię coś po polsku, wygodniej jest mi przeplatać swoją wypowiedź angielskimi słowami. Przychodzi mi to coraz bardziej naturalnie - i przeraża mnie to, bo jakkolwiek fajnie jest umieć obcy język, ten ojczysty jest dla mnie priorytetem. Nie można pisać dobrze w danym języku, nie znając go na wskroś i nie zanurzając się w nim po uszy (a pisanie to moja obsesja. Przy czym nie zamierzam wspierać obcej literatury i próbować swoich sił w pisaniu po angielsku).

Nie chcę być źle zrozumiana. Uważam, że sięganie po książki napisane w innym języku to dobry krok w kierunku jego przyswajania. Polecam to z całego serca. Sama zamierzam praktykować ten sposób, kiedy już skończę studia i będę chciała utrzymać swój język obcy na takim poziomie, na jakim jest teraz. 

A jednak poddając się szaleństwu sięgania po książki pisane w oryginale (bo to takie cool) nie zapominajmy, że większym wstydem niż brak umiejętności w posługiwaniu się angielskim jest nieznajomość własnego języka!