wtorek, 26 maja 2015

Próba żelaza

Matka Calluma zginęła podczas wojny z Wrogiem Śmierci, niebezpiecznym przeciwnikiem Magisterium i magów. Malutki wtedy Call cudem uszedł z życiem. Matka, nim wydała ostatnie tchnienie, zostawiła na ścianie groty, w której umarła, przerażającą wiadomość: zabijcie dziecko. Dwanaście lat później Call stawia się na egzaminie, który ma zawyrokować, czy zostanie przyjęty do Magisterium i będzie szkolił się na maga. Ojciec pragnie jednak, by Call nie przeszedł rekrutacji...

Przyznam, że mało która książka ma tę moc, by zaskoczyć, zaintrygować i wciągnąć już od prologu, a tak było w przypadku Próby żelaza. Dlaczego umierająca matka składa tak przerażającą prośbę? Czy to możliwe, by chciała śmierci własnego dziecka?

Jest w tej książce coś oryginalnego, coś, czego nie znalazłam w innych tego typu powieściach fantastycznych, kilka niezwykłych rozwiązań i charakterystyczni bohaterowie. Kilka postaci bardzo mnie zaskoczyło, okazując się kimś innym, niż mogło by się wydawać na początku. Młodsi czytelnicy będą na pewno usatysfakcjonowani zaskakującymi zwrotami akcji i piękną wizją przyjaźni, którą roztaczają Autorki. Jedno można o tej pozycji powiedzieć na pewno: nie jest przewidywalna.

Jednak od początku nie spodobał mi się sposób, w jaki przedstawiono magię: jako niezbyt konkretny twór, bez jakiejś wspaniałej, wielowątkowej historii, ot, zaledwie coś, co pomaga przenosić przedmioty w powietrzu.

Zbyt oczywiste jest też nawiązanie do Harry'ego Pottera - trójka przyjaciół, dziwne magiczne stworzenia, szkoła magów, a nawet sposób, w jaki ułożono fabułę i wszystkie zaskakujące rozwiązania. Po szybkiej analizie okazuje się, że to wszystko już było. Harry Potter to wspaniała seria i choć Autorki dobrze wykorzystały tę inspirację, nie wyszła ona całkiem na plus. Oryginalność zawsze ceniona jest wyżej.

Mimo tych kilku mankamentów, książka warta jest tego, by po nią sięgnąć. Będzie idealną lekturą dla 12-13 latków - a nawet starszych! - którzy uwielbiają magię i pozwolą się troszkę zaskoczyć.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Albatros