poniedziałek, 28 września 2015

Historia wedlug Daviesa

Gdyby Historia według Daviesa była telewizyjnym show, jestem pewna, że zyskałaby niezłą popularność. W szkole nigdy nie lubiłam historii, wydawała mi się sztywna i nad wyraz drobiazgowa. Brakowało mi ciekawych książek, które każą przyswajać tylko najważniejsze fakty - albo przynajmniej podają całą wiedzę w ciekawy sposób. Mówię Wam: szkoda, że Norman Davies nie pisze nam podręczników.



Ktoś, kto nie jest Polakiem, a pisze o Polsce, zawsze będzie wzbudzał we mnie podejrzliwość. Ba! Nazwijmy to po imieniu: pisarskie wygłupy i tyle. No to teraz przyjrzyjcie się uważnie książce obok (ignorując przez chwilę tę przepiękną okładkę), bo oto widzicie książkę zagranicznego autora. Książkę o Polsce. Książkę, do której z dumą można się przyznać.

Trudno mi słowami wyrazić zachwyt, w jaki wprawiła mnie jej lektura. Norman Davies wie o nas wszystko. Naprawdę. Jego wiedza nie ogranicza się do historycznych faktów. On rzuca cytatami z dzieł literackich, lawiruje pomiędzy szczeblami drabiny społecznej, widzi, myśli, wyciąga wnioski. To nie historyk, to geniusz! 

Boże Igrzysko (cudownie adekwatny tytuł, zważywszy na fakt, jak wielkie znaczenie odegrała martyrologia polska na gruncie międzynarodowym) obejmuje początki naszego kraju, przez zabory i wojny, i sięga aż po koniec XX stulecia. Potężne tomisko. Potężnie doskonałe!


Druga pozycja ma nie mniej z Polską wspólnego, bo oto okazuje się, że wśród zapomnianych przez dziejowe zawieruchy królestw autor wymienia starą, dobrą Galicję. I zamiast na arenę, gdzie zewsząd jesteśmy rozszarpywani przez wrogie państwa, trafiamy na magiczny szlak. W głowie się nie mieści, jak surowa i bezlitosna potrafi być historia. Wchłanianie się całych państw. Znikanie nacji. Zdaje się, że poszukiwacze zaginionych krain powinni czasem odwrócić wzrok od Atlantydy i przyjrzeć się temu, co jest - a raczej było - bliżej, zaledwie na wyciągnięcie ręki.

Będąc sprawiedliwą, muszę przyznać, że Boże Igrzysko podobało mi się bardziej niż Zaginione królestwa. Polska to temat o wiele mi bliższy niż zapomniane krainy rozsiane po całym europejskim świecie. 

Niemniej jednak, czytając obie te pozycje, zrobiłam mnóstwo notatek (historia może być inspirująca!). Davies nie jest Polakiem, ale w tym jednym przypadku obcy mówiący o Polsce nie robi wstydu. Takiej wiedzy - i to nie tylko czysto historycznej - nie powstydziłby się żaden z naszych rodzimych profesorów!


Za książki dziękuję Wydawnictwu Znak