wtorek, 15 września 2015

Wyjdź z mojej głowy. Ender

Kiedy cztery miesiące temu dostałam w swoje ręce Startera (recenzja tutaj), pozwoliłam się nieźle zaskoczyć, bo oto zamiast jednej z wielu przewidywalnych młodzieżówek dostałam całkiem dobrą, zaskakującą powieść. Ender też mnie zaskoczył. Okazał się być kontynuacją o wiele słabszą, niż przypuszczałam.

Callie wraz z bratem i Michaelem mieszka w rezydencji Heleny, kobiety, która niegdyś wynajmowała jej ciało. Chip, który dziewczynie wszczepiono, pozwala Brockmanowi swobodnie się z nią porozumiewać, a nawet kontrolować jej ciało. Callie wydaje się, że słyszy w głowie nie tylko głos Starego Człowieka, ale i własnego ojca, który zginął w czasie wojny.

O ile w pierwszej części uwagę czytelnika pochłaniała akcja i nowy świat wykreowany przez autorkę, o tyle teraz te przymioty nie mogły pokryć kilku luk, które wyszły na światło dzienne. Callie nie zmieniła się ani o jotę, co więcej, odniosłam wrażenie, że gdyby zamiast niej podstawić innego bohatera, zmiana byłaby prawie niewyczuwalna. A wszystkiemu winien jest fakt, że postaci nie mają wyraźnych osobowości i niewiele się od siebie różnią

Akcja posuwa się jednak do przodu i pojawiają się odpowiedzi na pytania, których namnożyło się w Starterze. Co z wnuczką Heleny? Jaki udział w tworzeniu chipa miał ojciec Callie? I kim właściwie jest Stary Człowiek? Element zaskoczenia wychodzi autorce naprawdę nieźle, bo i tym razem dałam się nabrać i w pewnym momencie musiałam pokiwać z uznaniem głową.

Koniec końców, cieszę się, że to tylko duologia i nie będzie kontynuacji. Być może kolejna część byłaby jeszcze lepsza, ale skoro utrzymanie poziomu ze Startera nie wyszło najlepiej, to trylogia mogłaby zupełnie zepsuć efekt. Książkę polecam tym, którzy chcą odkryć zagadkę Starego Człowieka i raz jeszcze dać się zaskoczyć.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Albatros