poniedziałek, 19 października 2015

Ciągle wierzysz, że posiadasz własne życie...

II wojna światowa to jeden z najciekawszych okresów historycznych. Uwielbiam - i wiem, że nie jestem w tym osamotniona - książki polskich autorów o tej tematyce. Jak czytać o wojnie, to tylko spod pióra Polaków. Rzadko sięgam po zagraniczne egzemplarze, bo nigdy nie mam do nich zaufania. Wierzę, że tylko Polacy znają się na okrucieństwie II wojny światowej na tyle, by świetnie o niej pisać. Nasza rzeczywistość wojenna różniła się przecież diametralnie od tej na zachodzie. A jednak od czasu do czasu trafi się książka, którą wszyscy się zachwycają - jak Światło, którego nie widać...


Marie-Laure jest niewidoma. Ojciec, ślusarz w muzeum, specjalnie dla niej buduje makietę miasta. Dzięki temu dziewczynka poznaje okolice i może sama, bez niczyjej pomocy, wrócić do domu. W muzeum, gdzie pracuje jej tata, przechowywany jest niesamowity klejnot - Morze Ognia - o którym legenda mówi, że daje nieśmiertelność, ale sprowadza nieszczęścia na ukochane osoby posiadacza. Wkrótce wojna zmusza ich oboje do ucieczki z Paryża, z klejnotem w kieszeni płaszcza...
Werner jest genialnym dzieckiem, które dorasta w sierocińcu. Dzięki talentowi i zamiłowaniu do naprawiania odbiorników radiowych dostaje się do szkoły dla uzdolnionych dzieciaków. Pobyt tam okaże się dla niego próbą człowieczeństwa. Ze szkoły - jako zaledwie piętnastolatek - trafi do oddziału i będzie namierzał stacje radiowe nieprzyjaciela. Z powodu jego działań zginie wielu ludzi. Z powodu jego bezczynności ucierpi najlepszy przyjaciel.

- (...) Po co to wszystko robimy, jeśli nie po to, by zostać tym, czym chcemy? (...) 
- Ciągle wierzysz, że posiadasz własne życie, Wernerze. Właśnie na tym polega twój problem.

Muszę przyznać, że gubiłam się okropnie, gdy autor skakał w czasie raz tu, raz tam. Historia Marie-Laure i Wernera jest jednak na tyle intrygująca, by ją śledzić, niezależnie od tego, kiedy i gdzie się dzieje. Co się stanie z niewidomą dziewczynką? Jaki los spotka niemieckiego chłopca? Pojawiło się kilka wyróżniających się postaci - olbrzym o łagodnym spojrzeniu, który bardzo lubił Wernera, czy sierżant chory na raka, który za wszelką cenę chciał zdobyć Morze Ognia, wierząc, że klejnot go uleczy. Są ludzie, którzy sprzeciwiają się niemieckiej okupacji, są ci, którzy nie chcą i nie zamierzają stać się osobami niosącymi przemoc. Są też tacy, którzy robią po prostu to, co się im każe.

Wspaniałe i smutne było to, jak losy Marie-Laure i Wernera połączyły się na jeden zbyt krótki moment. Podobało mi się to, jak bardzo ta książka jest melancholijna i zastanawiająca. Nie rewelacyjna, ale dobra.
I wszystko skończyło się dokładnie tak, jak powinno było.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca