poniedziałek, 5 października 2015

Zbyt piękna, by ją potępić

W mojej szkole nie poświęcano zbyt wiele czasu poetkom. Cóż, jakby nie patrzeć, było ich całkiem mało. Pojedyncze wiersze spod piór kobiet prześlizgiwały się gdzieś pomiędzy całymi tomiszczami autorstwa Mickiewiczów i Sienkiewiczów. Pamiętam tylko jedną lekcję z Haliną Poświatowską, kiedy czytaliśmy kawałek jej poetyckiej prozy. Zapadł mi w serce obraz mężczyzny pochylającego się nad szpitalnym łóżkiem ukochanej. Po lekturze Jestem Julią doszłam do wniosku, że musieliśmy wtedy czytać fragment o Tristanie i Izoldzie. Idealny utwór przewodni po twórczości kobiety, która w swojej poezji uwielbiła miłość.


Miłość, najpowszechniejszy element wszelkiego rodzaju dzieł artystycznych, nigdy nie była moim ulubionym tematem. Opowiedziano już wszystkie historie miłosne ze wszystkich stron i tylko ludzka pogoń za szczęściem sprawia, że wciąż na nowo wałkują zalety hodowania motyli w brzuchu. 

To, czego na próżno szukać w poezji współczesnej, to oryginalność. Poświatowskiej z pewnością jej nie brakuje, bo stare historie potrafi przedstawić w bardzo świeży sposób. Jej poetycka proza spodobała mi się ogromnie, może nawet bardziej niż wiersze. Swój ulubiony kawałek wyłuskałam już na samym początku:

Z czerwonego piekła na zielonym płomieniu uniosła się i nie wróciła. Płakali diabli skuleni w kątach a Belzebub gryzł ze złości napięstki. (...) Cóż - rzekł Mefisto - zbyt piękna - zbyt piękna aby ją potępić.

A to próbka poezji, która bardzo przypadła mi do serca:

(...) pół setki bogów
na obłoku
klaskało w ręce
gdy szła
chwiejąc się w biodrach (...)

Poezja Poświatowskiej ma w sobie coś tajemniczego. Delikatnego. Jestem bardzo wybredna, ale ten zbiór poezji polecam bardzo gorąco. Jest dosłownie zbyt piękna, by ją potępić.


Za tomik dziękuję Wydawnictwu Literackiemu