czwartek, 8 października 2015

Opactwo świętego grzechu

Moja fascynacja Czarnymi skrzydłami (recenzja TUTAJ) sprawiła, że po każdą kolejną książkę Sue Monk Kidd sięgam bez zastanowienia. Pierwsze rozczarowanie przeżyłam przy lekturze Sekretnego życia pszczół (TUTAJ), które okazało się być zupełnie nie tak porywającą i chwytającą za serce książką, jak zapowiadano. Kolejne rozczarowanie przyszło, niestety, wraz z Opactwem świętego grzechu


premiera: 8 października

Opis z tyłu książki zapowiadał niezwykle klimatyczną historię. Jessie wbrew samej sobie wraca na wyspę, gdzie się wychowała, by zaopiekować się nieco niezrównoważoną matką. Choć powrót tam sprawia, że musi zmierzyć się z demonami przeszłości, jest jednocześnie ucieczką od męża i monotonii, jaka wkradła się w ich związek. Na wyspie Jessie nawiązuje romans z mnichem. Cała opowieść okraszona jest tajemnicza aurą, bo oto w tym niezwykłym miejscu od lat stoi syreni tron - atrybut świętej Senary.

Syreni wątek spodobał mi się przeogromnie i to największy plus tej książki. Wyobraźcie sobie pół-kobietę, pół-rybę, która z wielkim ogonem i potężnymi skrzydłami przemierza morskie głębiny, a potem staje się człowiekiem i zyskuje miano świętej. Historia godna uwagi, bo wygląda na to, że żadnej Senary nie ma w kanonie świętych i tę przypowiastkę autorka wymyśliła na potrzeby książki. Plus!

Ale później wszystko się sypie i jest zupełnie nie tak, jak trzeba. Opowieść snuta z punktu widzenia znudzonej mężatki jest prowadzona w tak spokojnym tonie, że można przy niej usnąć. I chociaż fabuła została naprawdę ciekawie zaplanowana, realizacja pomysłu nie wyszła najlepiej. W takim środowisku postaci wypadają blado, a każde emocjonujące wydarzenie sprawia wrażenie spłaszczonego. Wydaje mi się też, chociaż mogę się mylić, że język, jakim napisano Czarne skrzydła był nieco bardziej żywy. 

W przypadku Opactwa świętego grzechu nie czuję się, mimo najszczerszych chęci, zaabsorbowana opowiedzianą historią, choć dostrzegam jej zalety. To z pewnością książka dobra dla tych, którzy lubią toczące się powoli wydarzenia i czytanie wewnętrznych wynurzeń głównej bohaterki. Nie ma w niej wiele zaskakujących wątków, poza tajemnicą śmierci ojca Jessie, ale z pewnością znajdą się osoby, dla których przyjemnością będzie zanurzyć się w syreni klimat powieści.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu